Ramówka2

Ramówka2

Lista rozwijalna 1

sobota, 2 czerwca 2018

BRATYSLAVA - SŁOWACJA JAK U SIEBIE...


Stoimy przed biletomatem, i wtem rzuca mi się w oczy pod czerwonym światełkiem napis "porucha" :D Wybaczcie, ze zaczynam post w ten sposób, ale nie byłam w stanie się opanować. A porucha to nic innego jak porzuć, anuluj... Jednak każdemu Polakowi kojarzy się to zupełnie z czymś innym...
Takich przezabawnych sytuacji możecie doświadczyć zaledwie 50 minut lotem samolotem z Warszawy. Bilet śmiesznie niski stówka w dwie strony (wizzair) . Za tyle dojedziesz z Warszawy do Zakopanego pociągiem. Tak więc i my zachęceni jak zwykle niską ceną biletu korzystamy z okazji.
Lot w sobotę około godziny 13 z Chopina był tak krótki, ze nim samolot się wzbił, już musiał lądować. Przystanek do centrum znajduje się tuż przy lotnisku. Wystarczy wyjść z lotniska i skierować się w lewą stronę. Kto nas zna, wie, ze podczas krótkich wypadów szukamy taniego noclegu. Bo i po co przepłacać, skoro mamy tam zamiar tylko nocować?  Tak więc, już wcześniej zamówiliśmy nocleg w hostelu Taurus przy ulicy Zamocka 24-26. Gdyby nie to, ze byliśmy w piątkę, zapewne nie zdecydowalibyśmy się na nocleg w tym przybytku,. A to dlatego, ze staramy się nie nocować z osobami, których nie znamy. Ale oczywiście zależy kto co lubi. Do nas przemówiła niska cena, która nawet biednego studenta by usatysfakcjonowała :) Opisany przybytek kosztował 54 złotych za noc ze śniadaniami. Niestety dla mnie były bardzo słabe, choć ja jestem francuski piesek... Sałata, pomidory, biały chleb - szkoda, ze nie było czarnego, kawa, herba, mleko, ser topiony - szkoda, ze nie było żółtego, pasztet w puszce, dżem w puszce, płatki jakieś ala cherioos. 
Lokalizacja genialna! Praktycznie w samym centrum. Wszędzie blisko. Jak to się mówi, można chodzić "z buta".  



Chcecie się napić dobrej kawki i zjeść niedrogą pizzę albo kanapkę?
Proszę bardzo! Kafe Nervosa (Zámocká 7074/30) tuż pod nosem. Zaraz obok naszego hostelu. 
Olbrzymia kanapka panini z tuńczykiem - 3,40 euro ( miała chyba ze 20cm długości)
Margheritta - 4,90 (porcja większa niż duży talerz, dorosłemu facetowi spokojnie starczy)
Caffe Latte - 1,90 euro




Pierwsze miejsce do którego zdecydowaliśmy się uderzyć, był zamek, który znajdował się tuż nad naszym hotelem. Oczywiście my bystrzaki, zamiast skręcić w lewo, poszliśmy w prawo i okrążyliśmy cały obiekt górujący nad miastem... Jedyny plus z tej całej sytuacji, to chyba spalenie dodatkowych kalorii... Nie muszę chyba nikomu opisywać gdzie on dokładnie się znajduje. Widać go z daleka. 


Zamek Bratysławski


Co to za pomnik? Nie mam pojęcia :) Mówiłam na niego po prostu pomnik Meluzyny - bogini, która zakochała się w człowieku. 
Pomnik znajduje się na terenie zamku.
Poniżej wspaniałe widoki z góry na której znajduje się zamek.

Widok z terenów zamku
Poniżej w oddali widać jedną z bardziej charakterystycznych budowli w Bratysławie, tzw UFO. Ten spodek górujący nad miastem jest częścią mostu. Na samej górze znajduje się taras widokowy oraz restauracja. Nie zdecydowaliśmy się jej zwiedzić, gdyż stwierdziliśmy, ze nie ma sensu wydawać 7 euro. Tym bardziej, ze piękny widok mamy za darmo - z góry zamkowej. 


Ogrody zamkowe
Jeżeli chodzi o zamek, no cóż... Lepiej wygląda z zewnątrz niż z wewnątrz. Oczywiście polecam go zwiedzić, ale nie oszałamia. Wstęp do zamku dla dorosłych kosztuje 2 euro. W zamku mieści się Muzeum Historyczne. Jeżeli chcecie obejrzeć sprzęty i przedmioty z Waszego dzieciństwa - to idealne miejsce. 
To co wydało mi się bardzo dziwne, ale zarazem fajne, to to, ze bardzo dużo ludzi po prostu wylegiwało się na trawnikach przed zamkiem. Na ławkach, na kocach, po prostu na trawnikach i do tego z piwkiem :) albo i czymś innym... Przemknęło mi przez myśl, że gdyby byli w Polsce, policja już dawno by ich spisała, dała mandat, albo po prostu wygoniła. Widać, że nasi sąsiedzi zza miedzy uważają, że wszystko to jest dla ludzi a nie na odwrót...

Fontanna w ogrodach królewskich
I piwo... Wyśmienite. Zero procent. Ale ten smak... Lawendowe. W Bratysławie jest bardzo dużo produktów z lawendy. Nie wiem z czego to wynika. Szukałam w necie informacji na ten temat, ale niczego takiego nie znalazłam. Może po prostu dla nich jest to tak naturalne jak dla nas cytryna :)


Nie tak daleko zamku, znajduje się Muzeum Transportu. znajdujące się przy ulicy Sancova 1A. Bilet normalny kosztuje 3,30 euro, ale nam farciarzom się poszczęściło, gdyż akurat była noc muzeów, więc zapłaciliśmy 2 euro :)
Muzeum niesamowite. Bardzo dużo eksponatów. Zaczynając od rowerów, poprzez motory, kończąc na samochodach no i oczywiście pociągach :) Przedział czasowy produkcji jest również dosyć szeroki. Od czasów wojny do obecnych.
Wspaniałe tło stanowią tory oraz peron przy którym znajdują się składy pociągów. W jednym z nich jest restauracja, w drugim wystawa, w kolejnym można dostać pocztówki - za darmo! Ale największą petardą jest kolejka spalinowa, którą można się przejechać. Wystarczy ustawić się w kolejce. Na raz wpuszczają około 20 osób. Przejazd nią jest dosyć hardcorowy. Olbrzymi piec w środku, w którym żarzy się ogień, gorąco, kupę węgla pod nogami. Para bucha z kolejki jak w expresie do Hogwardu. 



Expres spalinowy :) 
Wspaniała kamienica spotkana po drodze do muzeum transportu. Nie mogłam się oprzeć. Musiałam jej zrobić zdjęcie. 



A po drodze taki psikusik. Moja siostra ma na imię Marlena, a tu restauracyjka daje gratis Marlenki :)


kto chce Marlenkę za darmo? :D Marlenka poleca :P
Dzięki temu, że jest noc muzeów, nie odpuszczamy. Postanawiamy zwiedzić Muzeum Historii Naturalnej przy ulicy Vajanského nábrežie, 811. Wejście 3,30 euro. My zapłaciliśmy 2 euro. W muzeum znajdują się min eksponaty takie jak wypchane zwierzęta, owady, kamienie, a na ostatnim piętrze nawet zarazki :D




A tu przepiękny zamek wieczorową porą.



Drugi dzień zwiedzania słowackiej stolicy zaczynamy od zamku Devin (Muranska 1050/10 Devin) Obiekt oddalony jest od miasta jakieś 20 minut drogi autobusem. Wsiadamy w autobus nr 29. Tak informacyjnie - stanowisko z którego odjeżdża autobus jest dosyć dobrze ukryte, gdyż znajduje się za skalną ścianą mostu, wzdłuż głównej drogi. Przystanek na którym trzeba wysiąść to Štrbská, Hrad. Od przystanku jest jeszcze jakieś 14 minut pieszo. Wysiadamy z autobusu i kierujemy się w prawo. Zamek znajduje się na górze, tak więc trzeba się trochę zmęczyć :)
Wejście do zamku kosztuje 5 euro. Nie można płacić kartą. Niestety tylko gotówka. Nie widziałam w okolicy bankomatu, więc przygotujcie lepiej trochę euro. 
Wzmianki o zamku sięgają IX wieku. Dodatkowo zamek trochę przeżył min najazd wojsk Napoleona, wtedy też został wysadzony w powietrze. Tak wiec mamy do czynienia nie z pełnym kompleksem, ale ruinami. 






Na terenie zamku mieszka osiołek i kozy :) Jak to lubi można nakarmić. Wciąga wszystko :D Trzeba tylko uważać na elektrycznego pastucha.


Bardzo fajnym pomysłem są rozrywki jakim oddawali się kiedyś ludzie. Zupełnie za darmo można postrzelać z łuku albo spróbować innych rozrywek :)



Na terenie kompleksu znajduje się kilka "kamiennych salek" w których można podziwiać zbiory wykopane na terenie zamku. 


Sama sceneria w jakiej znajduje się obiekt jest przepiękna. Górki, wzniesienia, i do tego dwie stykające się rzeki. Tuż za zamkiem do Dunaju wpada rzeka Morawa. Przedziwne zjawisko. Dwie rzeki, które wyglądają jakby nie mogły się zmieszać. Morawa o innym kolorze i gęstości - czarna.





Zamek naprawdę wspaniały. Polecam. Przepiękne widoki, bardzo ładna sceneria. 



W okolicach zamku nie ma raczej nic do zwiedzania, tak więc cofamy się do miasta. 



Jednym z miejsc, które odwiedzamy to kościół Franciszkanów, najstarszy kościół w Bratysławie. Z zewnątrz nie sprawia jakiegoś szokującego wrażenia. Bardzo zaniedbany. Ze ścian odlatuje farba. W środku dosyć ładny, ale widziałam zdecydowanie ciekawsze. Trochę żal, że taki ważny zabytek niszczeje.



Zwiedziliśmy również Katedrę świętego Marcina





Jedna z bardziej klimatycznych uliczek w centrum.




Poniżej kościół Trynitarzy.



Kościół Kapucynów





Jeżeli ktoś lubi koty to polecam koniecznie kawiarnię Mackafe Zámocká 7327/24. Znajdowała się tuż obok naszego hotelu. Jest wspaniała! W kawiarni mieszkają koty, które kiedyś były bezdomne. Wszędzie znajdują się drapaki, półki na ścianach na których leżą kociaki. Nie bądźcie zdziwieni jeżeli zobaczycie kocurki chodzące po stolikach :D. Ale też niech Was to nie obrzydza. Zamówione jedzenie panie przynoszą na przykrytych talerzykach. Ciągle sprzątają, czyszczą poduszki, siedziska. 





Zachęcam Was do odwiedzenia zoo. Jedno z fajniejszych w jakich byłam. Udajemy się tam trzeciego dnia pobytu. Zoo znajduje się przy ulicy 1A, Mlynská dolina. Bilet normalny 5,50 euro. Cena spada od października do marca na 4 euro. Bratysława ma mnóstwo górek, tak więc miasto wygląda trochę jak jakieś włoskie miasteczko. Dlatego nie zdziwiło mnie zupełnie, że zoo również jest położone na górkach. Aby zwiedzić cały obiekt trzeba poświęcić minimum 3 godziny. 
Obiekt jest bogaty w przeróżne zwierzęta, co zresztą widać na poniższych zdjęciach. Węże, jaszczórki, surokatki, lwy, tygrysy, żyrafy... Można by długo wymieniać. 
A dla miłośników Jurasik Parku tez się coś znajdzie. Na terenie zoo znajdują się figury dinozaurów 1:1, które wydają dźwięki, ruszają się. Musze powiedzieć, że dla mnie trochę przerażające doświadczenie. Cieszę się, że te potwory zniknęły z naszej planety...














Po wizycie w ogrodzie zoologicznym odwiedzamy Ogród Botaniczny Uniwersytetu Komeńskiego, który znajduje się tuż nieopodal. Rozczarowuje mnie trochę wstęp, gdyż jest płatny. No ale kwota nie jest zbyt wygórowana, więc komu w drogę temu czas. Jest to pierwszy ogród botaniczny na Słowacji, założony w latach 40 XX wieku. Powierzchnia to około 7,5 ha. Znajdziemy w nim wiele egzotycznych roślin, ale chyba główną gwiazdą ogrody jest róża. Podobno rosarium ma około 150 gatunków róż. Na terenie obiektu znajdują się również niewielkie szklarnie. 
Piękne miejsce, ale nie najpiękniejsze w jakim byłam. Chyba nie może się porównywać z ogrodem botanicznym w Dublinie. 









No i już ostatni dzień. Tak więc musiało być koniecznie zdjęcie z Kanalarzem, który podobno przynosi szczęście. Na rynku jest wiele takich figur. Przedstawiają one najczęściej zwykłych ludzi.



Na rynku znajduje się właśnie taka lodziarnia, która serwuje przepyszne lody lawendowe. 





To i Owo na temat Bratyslawy


  • Słowacki język jest bardzo podobny do naszego. Jeżeli chcecie kogoś obgadywać, róbcie to tak aby nikt nie słyszał. Słowacy naprawdę nas doskonale rozumieją!
  • W Bratysławie postawcie na język polski. Język angielski w miejscach turystycznych jest popularny, ale spokojnie dogadacie się w naszym ojczystym.
  • Niestety w wielu miejscach nie można płacić kartą. W stolicy Słowacji trzeba postawić na gotówkę
  • 4. Bratysława jest niewielkim miastem (wielkość Bydgoszczy), więc spokojnie można zwiedzać na piechotę. Choć... muszę powiedzieć, ze dziennie chodziliśmy około 15 km.
  • Bilety można zakupić na minuty, 15 minut - 0,70 euro, 30 minut - 90 euro,  60 minut - 1,50 euro, 
  • W Bratysławie nie czepiają się tak jak u nas picia piwa w parkach, na ławkach. My piliśmy wino w parku na terenie zabytkowego zamku :)
  • Koniecznie spróbujcie wyrobów lawendowych. Piwo o którym pisałam wcześniej nieziemskie! Lody również!

POPULARNY WPIS

KAC VEGAS W BANGKOKU