Już w samolocie wycieczka się skomplikowała. Zamiast około 2h lecieliśmy koło 3,5 bo była okropna burza. W Turcji za to lało tak, że od kilkunastu dobrych lat nikt takiego deszczu nie widział... Kiedy wysiedliśmy z samolotu deszcz nie przestawał napier.... dzielać. Gorzej niż w Polsce. Nie było widać świata. Kierowcy nieprzyzwyczajeni do takich warunków prawie stawali na drodze. Autobus do hotelu jechał chyba z 50 na godzinę. Kiedy się wydarzy coś strasznego, każdy sobie zadaje pytanie "czemu to akurat na mnie trafiło?". No cóż również nie omieszkałam sobie nie zadać takiego egzystencjalnego pytania :D Czemu to zawsze pada na mnie, taką sierotę????
Ale spoko. Dojechaliśmy na miejsce, wszystko zlane, ale bar stoi, driny się leją, basen pełen. Jest git.
Nie będę opisywać wspaniałości hotelu, bo nie to jest celem. Ale jeżeli ktoś chce wybrać się do cztero/pięciogwiazdkowego hotelu, to ten jest strzałem w dziesiątkę. Lonicera to hotel, który zajmuje ponad 12 hektarów!! Jest to samowystarczalne miasteczko, które posiada na terenie kompleksu trzy hotele, 11 barów, 7 basenów, sklepy, dyskoteka, rozrywki... Cała masa wszystkiego. Nie muszę chyba dodawać (choć w sumie to robię????), że korzystaliśmy z lastów aby było jak najtaniej. Wycieczka zarezerwowana dwa dni przed wylotem za 2,4.
![]() |
| Zjeżdżalnie w naszym hotelu |
Turcja oferuje bardzo dużo sportów wodnych. Każdy coś znajdzie dla siebie. Windsurfing, jazda na ogromnym bananie, którego ciągnie motorówka, kręcenie się na wodzie olbrzymim pontonem ciągniętym przez motorówkę, nurkowanie, albo np parasailing na który się zdecydowałam i ja, największy tchórz na świecie. Parasailing to nic innego jak lot spadochronem, który ciągnie motorówka. Leci się na wysokości koło 100 metrów. Przyjemność za taki sport to koło.....
Myślałam nad nim kilka dni. Po kilku drinkach decyzja była na tak, lećmy od razu! A przed jednak nie...Czy żałuję?? Nie. Niesamowite wrażenia. Niezapomniane. Przepiękne widoki. Warte swej ceny.
Już pierwszego dnia zorientowaliśmy się, że zaraz przy hotelu mamy olbrzymi bazar. Przy czym nie jest to tradycyjny bazar jak kiedyś widzieliśmy w Polsce za czasów komuny. Tu mieliśmy do czynienia z małymi sklepikami, klimatyzowanymi, czasami nawet dwu piętrowymi. Zwiedziliśmy również bazar w Alanyi. Tam wyglądał on trochę inaczej jak ten "nasz". Bazar był misz maszem wszystkiego. Buty, torebki, ciuchy (oczywiście wszystkie towary pseudo oryginalne, albo jak to mówili na Ukrainie, oryginalne podróbki...), przyprawy, słodycze, herbaty, owoce, warzywa, porcelana, rzeczy ozdobne do domu... Cała masa wszystkiego. To co powinniśmy wiedzieć o tureckich bazarach, to to, że wszędzie trzeba się targować. Nawet o najmniejszą rzecz. Jak to mówił Cejrowski, to jest taka gra. Należy się ostro licytować, grzecznie oburzać, że za drogo. I co jest ważne, nigdy nie wychodzić od pułapu do którego chcemy zejść. Rzecz kosztująca 20 euro, może faktycznie kosztować 8. Im więcej kupimy u jednego sprzedawcy, tym większy rabat dostaniemy. I jeszcze jedna sprawa. Najlepiej kupować w tureckiej lirze. Cena jest zawsze zdecydowanie niższa. Natomiast jedno euro równe jest jednemu dolarowi. Pomimo, że mają zupełnie inne kursy. Tak Turcy sobie ułatwiają życie. Nie kupujcie tureckiej waluty w Polsce. Po co? Bankomaty są naprawdę wszędzie. Można spokojnie wypłacać nawet na bazarach. Są raczej bezpieczne, ale proponuję wybierać sieciówki.
Należy pamiętać, że Turcy są bardzo nachalni. Owszem są uprzejmi, ale wystarczy, że na nich spojrzysz, albo na towar znajdujący się w ich sklepiku i już Cię mają. Nie wiem czy pamiętacie - o ile ktoś oglądał - kiedyś Pan Wojtek Cejrowski opowiadał w jednym ze swoich programów Boso, że musisz omiatać stragany wzrokiem i na żadnym towarze nie zawieszać wzroku. Oczy chodzą od jednego towaru na drugi. Udajesz, że Cię nic nie interesuje. Próbowałam. Trudne, ale daje efekt.
Turcy są do tego poliglotami. Naprawdę! Potrafią się przywitać w każdym języku. I nie jest ważne czy to czeskie ahoj, polskie dzień dobry czy też niemieckie guten morgen. Ale na przywitaniu się nie kończy. Większość z nich potrafi sprzedawać i sie targować, bo nie mówić płynnie, wieloma językami. Angielski znają bardzo płynnie. I do tego są bardzo spostrzegawczy. Szliśmy z mężem wzdłuż straganów, prowadząc przy tym żarliwą konwersację. Aż tu nagle "słyszę dzień dobry, choć do mnie mam bardzo dużo dobrych towarów dla Ciebie". Turcy naprawdę słuchają. Muszę powiedzieć, ze jest to bardzo inteligentny naród, który bardzo szybko się uczy. Mój mąż często chodził w czapce Bayernu Monachium, gdyż uwielbia ten klub 9 i bynajmniej nie przez Lewego). Oczywiście wzięli nas za Niemców. Jednego z nich nawet chciałam wkręcić. Pyta się nas skad jesteśmy, wiec odpowiadam mu po angielsku, że z Niemiec, a ten zaczął nawijać do mnie po niemiecku. Oczywiście nie muszę wspominać, że nic nie zrozumiałam...
Ale przejdźmy teraz do tej przyjemniejszej części, mianowicie do zakupów. Na bazarach można upolować dosłownie wszystko. Lubujecie się w podróbkach? Proszę bardzo! Jest ich cała masa. Zaczynając od Calvina Kleina, poprzez Michael Kors, a kończąc na Burberry. Jeżeli chcecie zakupić podróbki (tak to są podróbki, a nie oryginalne kradzione z fabryk...), to trzeba robić to z głową. W większości są to tanie podrobione towary, które w tym samym wzorze możemy kupić różnych marek. Nie podoba Ci się CK? OK no problem madame. Może w takim razie Prada? Większość podróbek jest naprawdę dobrej jakości. Możemy nawet dostać takie, które wykonane są ze skóry. Warto również zwrócić uwagę na buty. Sa bardzo tanie, dobrej jakości z przeróżnych skór, niepowtarzalne fasony. Nie kupicie takich w Polsce. Mozna zakupić podróbki, ale również takie, które nimi nie są. Co kto lubi. Nie byłabym sobą gdybym nie zakupiła kilku par.
Moją uwagę zwróciły przepiękne świeczniki, lampy oraz przecudna, malowana ręcznie porcelana. Pomimo, że były to ciężkie towary (talerz z półmiskami waży 2,5 kg), postanowiłam zakupić dwa takie. Jeden dla mnie, a drugi dla mojej siostry, która akurat wnosiła się do nowego domu. Prezent ponadczasowy jak znalazł. Skusiłam się również na wspomniane wcześniej lampy pełniące funkcję świecznika. Przepięknie malowane, kolorowe, typowo tureckie. Naprawdę cieszą oko.
![]() |
| Taką lampę zakupiłam dla siebie |
![]() |
| Turecka porcelana ręcznie malowana w bardzo popularnym kolorze niebieskim |
Chciałabym jeszcze napisać parę słów na temat tureckich słodyczy. W Turcji można kupić wiele pyszności zaczynając od przeróżnych orzeszków, suszonych owoców, poprzez chałwę a kończąc na tradycyjnym lokum. Jeżeli mogę Wam coś doradzić. Bierzcie lokum Chałwę mamy w Polsce i gdziekolwiek indziej na świecie. Lokum nie. A cóż to jest w ogóle? Druga popularna nazwa to delight. Są to ala galaretki z przeróżnym nadzieniem. Kokos, sneakers, bounty, o smaku granatu, wiśni, orzechowe itp itd. Ale to nie są zwykłe galaretki, których zresztą nie znoszę. Delight w niczym nie przypomina niczego. Słodkie długie rulony, o różnych przedziwnych smakach. kilogram kosztuje około 100zł (wiem drogo, ale warto). Nie trzeba kupować całego batona. Pan zwykle tnie wielkimi nożycami w takich kawałkach w jakich chcecie. I jeszcze jedno. Nie decydujcie się na paczkowane. To są podróby obtaczane w mące ziemniaczanej. Nie warto. Delight sa popularne również w Grecji, która również uważa je za swój regionalny przysmak. Kupiłam kiedyś takie paczkowane będąc w Bodrum (zrobiliśmy sobie wycieczkę z Kos) za jakieś śmieszne pieniądze. Ale w porównaniu do tych poniżej to była porażka.
![]() |
| Tureckie pyszności czyli lokum albo inaczej delight |
Wspaniałym wrażeniem była wizyta w tureckim hammamie. Hammam to nic innego jak łaźnia, do której udawali się obywatele państwa osmańskiego aby odpocząć, bądź po prostu dobić interesu. Do Hammamów mogli się udawać nie tylko mężczyźni, ale również kobiety. Przy czym podobnie jak w meczecie, miały do swojej dyspozycji inną część. Tam mogły oddawać się plotkom i relaksowi.
Łaźnia wyłożona jest marmurem, Panuje tam bardzo wilgotne powietrze temperatura około 50 stopni). W hammamie nie jesteśmy zdani sami na siebie. Opiekują się nami przesympatyczni, ale momentami natarczywi (o tym opowiem później) panowie, którzy prowadza nas z pomieszczenia do pomieszczenia. Obchodzimy po kolei kilka różnych łaźni, następnie sauny. Jednym z elementów tureckiego hammamu jest masaż szorstką rękawicą. Dodam ciekawostkę, że mnie masował pan. Następnie kładziemy się na ciepłym blacie z marmuru. Pan siada na mnie, jakkolwiek dwuznacznie to brzmi. Wygina mi ręce. Oczywiście jest to bardzo przyjemne doznanie. Po czym pan nabiera do olbrzymiego płóciennego worka piany z mydłem i masuje tym workiem całe ciało. Mnie spotkała przedziwna niespodzianka. Na końcu masażu, pan chwycił mnie za kostkę i mocno popchnął na sam środek marmurowego stołu. Następnie pociągnął za nogę aby mnie z powrotem przyciągnąć. Na samym końcu przygody z hammamem, udajemy się do chłodnego basenu, który znajduje się w środku olbrzymiego budynku. Sufit zwieńczony jest przepiękną kopułką, a na około wszystko wyłożone oczywiście nie czym innym jak marmurem. Przepiękne kolumny otaczające cały zbiornik sprawiają wrażenie, że znajdujemy się pałacu. Ale to nie koniec naszej przygody. Panowie prowadzą nas do malutkich pomieszczeń na masaż olejkami eterycznymi. Panie masują panie, panowie panów. I wszystko byłoby naturalne, gdyby nie to, że podczas masażu wchodzi Turek, który namolnie namawia mnie do tego abym skorzystała jeszcze raz z ich usług. A najlepiej abym została na kolejnych kilka godzin. Trochę to mało komfortowe, gdyż akurat leżałam z majtkami opuszczonymi, ponieważ pani przeprowadzała masaż pleców i dolnych partii ciała. Turcy naprawdę potrafią być namolni. Odmawiałam mu chyba z 15 razy. Oszukiwałam, ze nie mam przy sobie kasy. A on dalej papla i namawia.
Pomimo ich nachalności naprawdę było to wspaniałe przeżycie. Bardzo relaksujące. Dodatkowo między zabiegami wychodziliśmy na dwór aby zasiąść przy stoliczku z przepyszną orzeźwiającą herbatą.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany hammamem polecam stronkę sprawdzoną alanyaonline.pl. Stronka jest polska. Wybieramy miejsce w którym jesteśmy. Jeżeli płacimy od razu, dostajemy rabat. Umawiamy się przez FB albo przez smsa. Przyjeżdża po nas samochód. Zawozi na miejsce. I odwozi. Na stronie można zakupić wiele ciekawych wycieczek. Przewodnikami są Polacy mieszkający w Turcji. Dodam jeszcze, ze hammam bez zniżki kosztował euro. Naprawdę ceny mają przystępne. Najtańsze jakie udało nam się znaleźć.
Niestety z przyczyn oczywistych nie udało mi się zrobić fotek.
Portal alanyaonline proponuje również wiele wycieczek. pomimo, ze mają bardzo przystępne ceny, zawsze można zorganizować sobie coś samemu, oczywiście tanie. Tak wiec, ahoj przygodo, postanawiamy zwiedzić Alany'ę.
Zaraz niedaleko naszego hotelu znajduje się przystanek autobusowy. Nie pamiętam niestety ile kosztował bilet, ale niezbyt dużo. Dosłownie parę polskich złotych.
Miasto przepięknie położone. Z jednej strony widać morze, a tuż obok góry. Turcy mają szczęście. Nie to co my, Polacy. W Warszawie jest więcej pochmurnych dni aniżeli w Londynie. Oczywiście tak samo źle wypada nasza stolica na tle brytyjskiej pod kątem dni deszczowych. Myślę, ze nasza mentalność, taka smętna, często bardzo nieuprzejma, wynika z niedoboru słońca. No ale cieszmy się z tego co mamy. Zwiedzamy dalej.
Nie tylko położenie jest nietypowe, ale również i klimat. W mieście jest NIEZWYKLE GORĄCO. Nie przez przypadek piszę wielkimi literami. Chodząc po mieście wręcz tonęliśmy we własnym pocie. Miasto położone jest na terenach górzystych. Wyglądało trochę jak jakieś włoskie miasteczko - ułożone kaskadowo. Oczywiście budownictwo zupełnie inne.

Port oglądamy tylko z daleka, ale można zakupić bilet w tym samym miejscu co do twierdzy i wieży. Najpierw udajemy się na Czerwoną Wieżę z której roztacza się przepiękny widok na może i góry. Szczególnie z tej najwyższej - piątej kondygnacji, gdzie znajduje się taras widokowy. Jeżeli mam powiedzieć szczerze, to wystawy w wierzy średnio mnie zainteresowały. A właściwie czytajcie między wierszami - w ogóle. Poniżej zamieszczam fotki z wnętrza.
Jednakże muszę powiedzieć, że warto zapłacić za widok i ciekawie wyglądające mury. Myślę, ze nie interesuje Was historia tego zabytku ściągnięta z internetu, więc po prostu sobie daruję kopiowanie. Z tego co pamiętam, bilet kosztował koło 5 lir? Ale jeżeli ktoś chce może kupić bilet łączony na kilka zabytków min port i zamek.
![]() |
| Widok na port |
![]() |
| A tuż obok góry |
![]() |
| Widok z Czerwonej Wieży |
![]() |
| wnętrze Czerwonej Wieży |
![]() |
| Piąta i zarazem najwyższa kondygnacja wieży |
![]() |
| Widok z wieży na morze |
![]() |
| Widok z wieży |
A to mury otaczające wieżę. Myśleliśmy początkowo, że są to mury zamku. Nie ma tam przejścia, więc tędy nie dojdziecie drodzy rodacy na Kale.

A tu proszę taka niespodzianka. Ala maluszek. Choć jak się przyjrzałam z bliska, to raczej nie jest Fiat 126P. Więc co to jest???? Oryginalna podróbka???
A tu niby duży fiat?
Na Zamek Kale wiedzie długa droga - około 5 kilometrów. Trzeba obejść twierdzę. Zamki mają to do siebie, że znajdują się na górkach. Więc i tu chyba wysokość nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Zamek znajduje się 250 metrów w górę. My zdecydowaliśmy się wjechać na zamek wyciągiem , który znaleźliśmy zupełnie przez przypadek.
Fajne jest to, że nie trzeba kupować biletu aby go obejść. Idziemy cały czas wspaniałym tarasem widokowym, obchodzimy zamek, chodzimy sobie w chłodzie w śród drzew rosnących na około. Ze wzgórza roztacza się również widok na - podobno - najpiękniejszą plaże w Alanyi, tj Plażę Kleopatry. A wszystko to za darmo. Płaci się dopiero na samej górze, kiedy chcemy oglądać ruiny z bliska. My nie kupowaliśmy biletu, tak więc nie wchodziliśmy na samą górę.
![]() |
| Widok z twierdzy na Plaże Kleopatry |
Podczas obchodzenia twierdzy można wejść do malutkiego meczetu - tak my kobiety, próchna stworzone tylko do orki, też możemy tam wejść. Musimy jedynie spełnić kilka warunków. Pierwszy - zakrywamy ramiona i głowę. Drugi - nogi. trzeci - buty zostawiamy przed dywanem i wchodzimy boso. Przemiły pan stojący przed przybytkiem, o wszystkim nas poinformuje. Wskaże również darmowe chusty. Meczet, a raczej meczecik, jest bardzo skromny. Więc nie nastawiajcie się na to, że gałki wyjdą wam z orbit.
![]() |
| Ja babuszka w meczecie |
Bardzo blisko morza (ale od drugiej strony, od strony Plaży Kleopatry), znajduje się Jaskinia Damlatas. Jaskinia jest naprawdę godna polecenia. Jaskinia została odkryta w 1948 roku podczas budowy portu, kiedy to wysadzili w tym miejscu dynamit. Okazało się, ze przez przypadek odkryli przepiękną jaskinię, w której panuje mikroklimat. Podobno wilgotność wynosi 98%. Dodatkowo jest bardzo duża zawartość dwutlenku, który podobno jest wyższy dwukrotnie niż w normalnym powietrzu. Temperatura bardzo przyjemna. Całym rokiem 22 stopnie. Jaskinia jest bardzo bezpieczna. Nie chodzimy na kolanach jak w mroźnej w Zakopanem. podobno ściana jaskini ma 10 metrów grubości. Przed wejściem kupujemy bilet i udajemy się około 50 metrowym tunelem w głąb jaskini. Żałuję, ze nie miałam lepszego aparatu (choć i ten nie był taki zły). Niestety zdjęcia nie oddały piękna jaskini. Cały sufit usiany jest w kamiennych soplach, których niestety nie widać na poniższych fotkach.
![]() |
| Wejście do Jaskini Damlatas |
Postanawiamy jeszcze raz skorzystać z portalu Alanyaonline i wykupujemy wycieczkę pod nazwą K.A.A.S (Pamifilia). Wycieczka kosztuje 29 euro (bez zniżki za płatność od razu). W kwotę wliczony jest przewodnik polski, przejazd, weyjściów oraz obiad.
Najpierw udajemy się do antycznego miasteczka Side. Miasto położone pomiędzy Antalyą a Alanyą. Tak więc z miasta Alanya nie jest daleko. Nie trzeba się zrywać w nocy. Miasto zostało założone w VII wieku pn.e. Podobno nazwa w dialekcie miejscowej ludności oznaczała owoc granatu. Nie tak dawno jeszcze, w centrum miasta powstawały coraz to nowsze budynki, którym niczym nie przypominały oryginalne. Jednakże władze miasta w porę się opamiętały i zakazały tego typu budownictwa. Dodatkowo postanowiono zburzyć te, które już stoją i wybudować takie, które będą pasowały do tła starożytnego miasteczka.
Centrum przypomina trochę Zakopane, a właściwie Krupówki. Wzdłuż głównej ulicy usadowili się sklepikarze u którym można zaopatrzyć się w różnego rodzaju pamiątki, ciuchy, mozna zjeść coś słodkiego albo np lody. Pani przewodnik zaprowadziła nas do młodego lodziarza, który na tabliczce napisane miał, że zbiera na ślub. Ale nie to było fascynujące. Ostrzeżono nas, że jego kolega, który akurat wtedy sprzedawał, robi psikusy kupującym. Lody podaje na długim kiju, wywija nim przy tym na wszystkie strony. Kiedy chcesz złapać, zmienia kierunek patyka. A, że lody kozie, o zwartej konsystencji, w ogóle nie spadają. Trzeba się bawić w zabawę i absolutnie nie obrażać.
Ciekawym zjawiskiem są również mury, które znajdują się tuż pod naszymi nogami. Tak tak. Nie przeczytaliście źle. Chodnik jest szklany. Dzięki temu możemy podziwiać starożytne ruiny.
Tuż obok znajduje się świątynia Apollina. Świątynia to mozę za dużo powiedziane. Jak widać na poniższym zdjęciu, sąto raczej ruiny.
![]() |
| świątynia Apollina |
Warty zobaczenia jest teatr Aspendos. Przepiękny gmach, który jest zarazem największym i najlepiej zachowanym teatrem w Azji Mniejszej. Teatr można obejść na około. Można wejść na samą koronę. Przepiękny widok. Niezwykła akustyka i niesamowity gorąc. Podobno nie trzeba używać żadnego nagłośnienia aby wszystko było słyszalne nawet w ostatni rzędzie. W teatrze mieściło się nawet 20 tysięcy ludzi. Do dnia dzisiejszego odbywają się tam koncerty. Poniżej filmik z teatru.
Poniżej akwedukt w Side.
Miejscem nieziemskim, które koniecznie trzeba zobaczyć jest park oraz wodospad Kursuniu. Miejsce jest przepiękne. Po prostu zapiera dech w piersiach.
Wodospad położony około 20 kilometrów od Antalyi w otoczeniu lasu piniowego. Park jest odwiedzany przez nie tylko turystów, ale również i Turków. Bardzo dużo osób przyjeżdża tam na sesje zdjęciowe.
W parku znajduje się sklepik z pamiątkami, ceramiką. Można również zrobić sobie fotki z pięknymi i bardzo dobrze wytresowanymi papugami. Zobaczcie sami na poniższych fotkach.
Za kilkanaście zdjęć wywołanych w większym formacie oraz przegranie ich na telefon zapłaciliśmy około 100zł.
I na koniec jeszcze parę słów na temat Turków. W Turcji zarówno prawo szariatu jak i kalifat zostały obalone na początku XX wieku. Oznacza to min że kobiety mogą chodzić odkryte - mówię o Turczynkach. Nie zakrywają się, mogą normalnie pracować, uczą się. Państwo nie reguluje i nie kontroluje życia religijnego i rodzinnego (a przynajmniej nie tak jak ma się to w innych krajach muzułmańskich). Jeżeli spotkacie w Turcji kobietę w burce albo abaji, to zwykle nie jest to Turczynka. Tureckie kobiety chodzą w bikini, opalają się, przebywają z mężczyznami. Ponadto Turcy bardzo nie lubią jak się nazywa ich arabami. Kiedy byliśmy w naszym hotelowym aquaparku jakieś muzułmańskie dzieciaki opóźniały zjazd ze zjeżdżalni, ponieważ się bały. A pan ratownik pokręcił głową i powiedział z niechęcią w głosie "araby...".

































































