Ramówka2

Ramówka2

Lista rozwijalna 1

środa, 7 marca 2018

KOLONIA

Bilety do Kolonii zakupiliśmy za około 60 zł w jedną stronę. Tak więc okazja całkiem niezła. Oczywiście Ursyncio nie byłby sobą gdyby nie wyszukał taniego hotelu. Nocleg za cztery osoby za dwa dni 170 euro.

Zakupiliśmy kartę miejską Köln Karte, która uprawnia do przejazdu pięć osób. Karta kosztowała w sumie 35 euro na dwa dni. Można ją zakupić przez internet. Dla nas to była najlepsza opcja, gdyż akurat lecieliśmy w cztery osoby, na dwa dni - wylot w piątek około 21 z Modlina, przylot w niedzielę również w godzinach późno wieczornych. Karty się nie kasuje. Wystarczy posiadać ją przy sobie. Oczywiście koniecznie trzeba jeździć z osobą, na którą jest karta, gdyż tylko z nią jest ona ważna. Z lotniska do hotelu przemieściliśmy się ala SKM, która odjeżdża z pod lotniska. Tak wiec jeżeli zamierzacie dostać się do centrum pociągiem, nie wychodźcie z lotniska tak jak pierwotnie my to uczyniliśmy. W sumie to dzięki UE mamy darmowy internet, tak więc mapa Google i tak poprowadzi w odpowiednim kierunku. Jeszcze wskaże peron. My jechaliśmy S13 z peronu 2B. Jedziemy koło 10 minut (dwa przystanki), a następnie okolu 800 metrów pieszo. 
Nasz hotel to M.M.King mieszczący się przy ulicy Sieversstrasse 14. Zarezerwowany przez booking. Prowadzi go islamska rodzina. Więc jeżeli ktoś jest uprzedzony to proponuję nocleg nie w tym miejscu. Pokój jak to pokój, cztery łóżka, łazienka (bo tylko takich szukamy). Przecież nie potrzebujemy apartamentu. Przyjechaliśmy zwiedzać a nie siedzieć w pokoju. 

Następnego dnia pierwsza w planach jest Katedra pod wezwaniem Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny. Katedra z zewnątrz jest bardzo podobna do mediolańskiej Duomo. Jest po prostu olbrzymia. Zresztą co tu dużo gadać, jest drugą co do wysokości gotycką budowlą sakralną na świecie i trzecią pod względem powierzchni. Właśnie zaraz po mediolańskiej Duomo i Świętej Marii w Sewilli. Do 1884 roku była największą budowlą na świecie. Katedra budowana była podobnie jak mediolańska pod wezwaniem Narodzin Świętej Marii, ponad sześć wieków. 
Minusem katedry jest jej elewacja, która aktualnie jest restaurowana. Nie wiem z czego jest ona zbudowana, ale wygląda mniej okazalej przez to, ze kamień stał się czarny. W związku z tym w nocy jej fasada może lekko przerażać :D
Katedra zbudowana jest na planie krzyża, więc w środku ma trochę zakamarków i balkoników. 
Wejście do katedry jest darmowe.




















przepiękna podłoga w katedrze


Przepiękna podłoga w katedrze -trochę z innej perspektywy
Tuż obok katedry znajduje się muzeum romańsko-germańskie. Bilet dla dorosłych kosztuje 6,5 euro, ale my dzięki karcie miejskiej zapłaciliśmy 5,20. Tak więc trochę euro zostało w kieszeni :)  Niestety w muzeum nie można płacić kartą. Dodatkowo szatnia jest płatna z tego co zrozumiałam chyba od wieszaka pół euro? Nie mieliśmy przy sobie zupełnie gotówki. Panie w szatni nic nie rozumiały po angielsku. Na szczęście pani w kasie, która sprzedawała nam bilety załatwiła nam darmową szatnię. 
Podobno na terenie obecnego muzeum znajdowała się rzymska willa ze słynna mozaiką Dionizosa. W prawdzie w muzeum była mozaika jakaś... ale nie wiem czy to akurat ta. Muzeum zawiera wiele eksponatów z całej Kolonii za czasów panowania Rzymian.
Minus muzeum, że wszystko praktycznie po niemiecku. Nie proszę o polski, ale po angielsku by się przydało...





Czyżby to była mozaika Dionizosa?
jedna z ulic w centrum miasta


Po wyjściu z muzeum, na naszej drodze do bankomatu ukazał się niemiecki wurst, więc trzeba było koniecznie skosztować :) Druga rzecz na liście odhaczona. 

Słynny wurst zaliczony :) i do tego frytki belgijskie
lokal uliczny w którym zakupiliśmy niemieckie kiełbaski i frytki



ceny u pana, którego zakupiliśmy wurst i fryty



Niedaleko naszego pana, który sprzedawał przepyszne niemieckie kiełbaski, znajduje się Praetorium (ulica Kleine Budengasse 2). Są to pozostałości po ruinach rzymskich, które znajdują się pod miastem. Niemcy zamiast wszystko burzyć, po prostu postanowili na nich wybudować nowe budynki. Wchodzimy najpierw na salę, gdzie możemy obejrzeć eksponaty oraz mapy przedstawiające jaki kiedyś miasto wyglądało. Sala nie jest duża. Następnie możemy zejść do tunelu.
Niestety napisy przy eksponatach nie są po angielsku :( Dodatkowo pamiętajcie, że nie można płacić tam kartą. Bilet kosztuje 3,50, ale dzięki KölnCard mamy zniżkę i kupujemy za 2,80.
I na koniec taka miła niespodzianka. Pani w kasie mówiła po polsku :) chyba Polka z pochodzenia (lekko zaciągała).






Zaraz na przeciwko znajduje się przepyszna tajska restauracja, którą prowadzą Tajowie. Kuchnia niebo w gębie. Nigdy jeszcze takiej pysznej nie jadłam, a azjatyckie potrawy konsumuję często. Ceny niezbyt wygórowane. Polecam w szczególności zupy.

tajska restauracja, którą polecam
Menu i ceny w tajskiej restauracji
Po posiłku udajemy się na słynny most Hohenzollernów, który przeprawia nas na drugi brzeg Renu. Most budowany od 1907 do 1911 roku, przypomina mi trochę ten w Grudziądzu (może dlatego, ze też go budowali Niemcy). 
Zauważyłam pewien fenomen. Na moście wiszą miliony kolorowych kłódek, które świeca się już z daleka!! Kłódki przyczepione do barierki mostu zawierają najczęściej inicjały, albo imię oraz datę. Kłódki przywieszają zakochane pary, które później bardzo często wyrzucają kluczyk do Renu. Zadziwia mnie to zjawisko. Ludzie umierają, związki się rozpadają a kłódki wiszą...
Tworzą pewnego rodzaju tęczę na moście. Jeżeli nie ma już miejsca na kłódkę, to ludzie przywieszają jedną na drugą, albo po prostu doczepiają do innych. Wpadłam z siostrą w szał szukania najstarszej kłódki i zobaczcie co znalazłam :)













Kłódka z 1974 roku.
W wolnej chwili przechadzaliśmy się po starówce.





Nad kolorowymi kamieniczkami piętrzy się przepiękny Kościół Świętych Apostołów. Z zewnątrz wygląda imponująco., tymczasem w środku nie ma fajerwerków. Kościół jest bardzo zniszczony. Widać, ze na ścianach były kiedyś freski, które niestety nie zachowały się do dziś. Pod kościołem znajdują się pozostałości po murach. Wstęp jest jakiś śmiesznie niski. Nie pamiętam dokładnie, ale coś koło 1 Euro albo i mniej.

Kościół Świętych Apostołów


Kościół Świętych Apostołów
Czas na przerwę i łakocia :)


Apfelstruder z lodami




No kolejne miejsce na naszej liście, które trzeba koniecznie odwiedzić to Muzeum Perfum Farina (ulica Obenmarspforten 21). Ursyn rezerwacji dokonał przez internet na konkretną godzinę. Przedsiębiorstwo to, wyprodukowało w 1708 roku pierwszą wodę kolońską. Od nazwy miasta pochodzi własnie woda kolońska - Eau de Cologne. Muzeum poświęcone jest twórcy perfum Giovanniemu Maria Farina. Farina pochodził z Włoch. W związku z tym, że w Kolonii rozwijał się przemysł międzynarodowy, postanowił zamieszkać w Niemczech. Już na wejściu zostajemy spryskani pięknymi perfumami. Po obiekcie oprowadzała nas bardzo wesoła Włoszka (oczywiście mówiła po angielsku). Dowiedzieliśmy się, ze oryginalna woda kolońska, to nie tandetne "perfumy" jak to było przedstawiane za czasów PRL-u. Prawdziwe EDC mają takie samo stężenie olejków jak woda perfumowana. Nazwane zostaly na cześć nowej małej ojczyzny Fariny. Z biegiem lat, rodzaj tej wody zaczął być utożsamiany z podrzędnym pachnidłem. 
W muzeum znajduje się sklepik, w którym można zaopatrzyć się w wodę kolońską. Bardzo fajne muzeum. Świetna Pani przewodnik. Obiekt naprawdę wart zobaczenia. 




Merc w Muzeum :)


W muzeum


W muzeum
w sklepie Fariny



 I już ostatnie miejsce tego dnia do zwiedzania  to taras widokowy, który usytuowany jest zaraz tuż za mostem. KölnTriangle to ponad stumetrowy wieżowiec, w którym znajdują się biura różnych firm. 
Cena wejścia na obiekt to 3 Euro. Wjazd jest oczywiście superszybką windą. Na samej górze tarasu znajdują się szklane bariery, które ochraniają przed wiatrem (my byliśmy w lutym, więc dało się odczuć :) )
Bardzo fajne miejsce. Piękne widoki. Koniecznie trzeba miejsce odwiedzić.











I po całym dniu zwiedzania pozostaje nam rozrywka :) Odwiedzamy Jump House  (ulica Köhlstraße 1), czyli trampoliny dla dorosłych :) Rezerwacji można dokonać przez internet. Wejście kosztuje 19,5 euro za 1,5 godziny plus 2,5 euro za skarpetki antypoślizgowe, które są niezbędne. Nie można przynieść swoich. Po wejściu na obiekt dostaje się skarpetki - za które w trzeba zapłacić. Przebieramy się obowiązkowo w wygodne odzienie. Rzeczy wrzucamy do zamykanych szafek. Wykupiliśmy 1,5 godziny skakania. Obiekt ma naprawdę duże możliwości. Jest kupa trampolin, tor przeszkód, kręcący młot, który trzeba przeskakiwać, dwa "baseny" kostek z gąbek a pośrodku nich wąskie przejście na którym stają dwie osoby z miękkimi belkami, które służą do przepychania - kto pierwszy wpadnie ten przegrywa :D Stwierdzam, ze półtorej godziny to chyba za dożo. Można dostać solidnej zadyszki.
Miejsce niesamowite. Jak dla mnie obowiązkowa pozycja w Kolonii!


w oczekiwaniu na swoją kolej


Żaba - Ursyncio na trampolinach :D


Żaba - Ursyncio na trampolinach :D


Żaba - Ursyncio na trampolinach :D

 Następnego dnia zwiedzanie zaczynamy od muzeum Rautenstrauch-Joes znajdującego się przy ulicy Caecilienstr. 29-33. Niestety w muzeum nie można płacić kartą, a przynajmniej nie inną aniżeli niemiecka. Tak więc wychodzimy z muzeum i szukamy bankomatu, który niestety oddalony jest od muzeum chyba coś koło kilometra. Nawet wpisując w google bankomaty, wyskakują takie, których rzeczywiście nie ma. Dziwne to trochę. W Monachium takiego problemu nie było...
Jesteśmy nareszcie w muzeum. Bilet wstępu około 5,5 euro, ale ze zniżką dzięki karcie. Obiekt robi wrażenie. Budynek jest naprawdę piękny. Wygląda jakby był wciśnięty w inne - zupełnie jak w Harrym Potterze. 
Na terenie obiektu znajduje się kilka muzeów. Zbiór bogaty jest w przeróżne artefakty pochodzące z wielu kultur między innymi azjatyckiej. Obiekt jest naprawdę bardzo dobrze przemyślany. Szczególnie fajnie wyglądają w części azjatyckiej przejścia zrobione z białych i granatowych "makaronów". Wygląda to trochę jak yin i yang. 


















A ten obiekt powinien być ulubionym miłośników łakoci :) Muzeum czekolady Imhoff-Schokoladenmuseum (Am Schokoladenmuseum 1A). Muzeum znajduje się w bardzo ciekawym miejscu, dokładnie na półwyspie Renu. Obiekt został stworzony ze współpracy ze słynną szwajcarską marką Lindt. Producent przepysznej czekolady oraz czekoladek, zresztą bardzo znany w Polsce. Muzeum przybliża nam historię czekolady od samego początku jej powstania. Na samym dole znajduje się sklepik z wyrobami z czekolady - niestety ceny jak dla mnie bardzo wysokie. Kupiłam zaledwie parę czekoladek. O ile dobrze pamiętam, na drugim piętrze znajduje się miejsce, w którym można zakupić samemu skomponowaną czekoladę. Wystarczy na kartce papieru, która leży na jednym z blatów, zaznaczyć jakie składniki chcemy aby znajdowały się w czekoladce. 100 gram  takiego wyrobu kosztowało 5 euro. 
Czekolady nie kupiliśmy, ale za to piwo czekoladowe tak :) Lepiej opłaca się zakupić w sklepiku, aniżeli w restauracji przy sklepie. Koszt w sklepiku coś koło 4 euro. Polecam. bardzo dobre. Nie jest słodkie, ale tez nie gorzkie. O dziwo ten wyrób ma około 5 procent alkoholu, wiec nie jest takie słabe. Wypiliśmy je siedząc na ławce niedaleko muzeum. Widzieliśmy wcześniej, ze Niemcy również często siadywali na starówce popijając piwo. Nikt raczej nie miał im tego za złe. Tak więc i my, lekko się chowając, skonsumowaliśmy nasz wyśmienity trunek :)




Palmiarnia w muzeum czekolady


Palmiarnia w muzeum czekolady




Degustacja czekolady


Widok z tarasu muzeum czekolady




Oczywiście wszystko z czekoladki :) 





Czas na zmianę pracy? Może do sklepu z łakociami :)


sklepik z łakociami 





Czekoladki nie były zbyt tanie... 



Na schodach wiodących na taras widokowy muzeum
Zobaczcie co sprytni Niemcy wymyślili. Pod budynkiem tunel i ulica. U nas by dwadzieścia budynków okrążali...



Ostatnia już atrakcja w Kolonii to meczet. Budynek niesamowity. To była moja pierwsza wizyta w meczecie. W miejscach turystycznych kobiety mogą normalnie wchodzić do środka. My byliśmy nawet zapraszani przez pana, który pełnił jakąś funkcję zarządcy? meczetu. Wiem, ze byliśmy dla niego potencjalnymi wiernymi do zwerbowania, więc pewnie dlatego tak serdecznie zapraszał. Oczywiście buty trzeba zostawić na macie zaraz po przekroczeniu drzwi. Ewentualnie schować do szafek. Zwykle kobiety nie mają wstępu na główną sale, gdzie się modlą na siedząco mężczyźni. Kobiety siadają w salce obok albo na balkonach. Również są specjalnie wydzielone strefy dla kobiet i mężczyzn. np kawiarnie przy meczecie. Tak właśnie. Kawiarnie. To nie pomyłka. Meczet to miejsce nie tylko do modlitwy, ale i rozrywki. Dzieci biegają, kobiety piją kawę, grają w różne gry. To budynek, gdzie się spędza wolny czas.
Przy okazji skorzystaliśmy z toalet. Męskie - w kamieniu, z siedziskami i umywalkami do mycia nóg. Olbrzymi pokój kąpielowy, ze szklanymi drzwiami. Kobiece toalety? Mały pokoik, z plastikowymi kabinami i dziurą w podłodze...




Dach meczetu









damska toaleta...
Zaraz na przeciwko meczetu znajduje się kebab, prowadzony przez muzułmanów. Kebab wyborny!! A kosztował zaledwie 3 euro i to olbrzymia porcja!

To i owo na temat Kolonii


  • Trzeba mieć świadomość, że w Kolonii w wielu miejscach nie można płacić kartą. I to w miejscach turystycznych takich jak muzea. 
  • W niedzielę sklepy są zamknięte. 
  • Z kartą KölnCard można dostać zniżki praktycznie do wszystkich muzeów. Karta zwraca się praktycznie po kilku wejściówkach.

POPULARNY WPIS

KAC VEGAS W BANGKOKU