Ramówka2

Ramówka2

Lista rozwijalna 1

niedziela, 4 marca 2018

WIETNAM - PART III

Kolejny, już ostatni dzień zwiedzania, zaczynamy od rejsu. Dzień wydaje się dosyć ciepły, ale na rzece lekko zawiewa. 




A to park rozrywki. niestety nie byliśmy, gdyż bilet dosyć drogi, o ile pamiętam sporo ponad 100zł, tymczasem my nie mieliśmy wiele czasu, gdyż musieliśmy się przetransferować do naszej wioski Mui Ne na wypoczynek.



No i jesteśmy w Mui Ne. Kiedyś mała wioska rybacka, dziś popularny kurort. Nie oczekujcie warunków jak na Wyspach Kanaryjskich. Pomimo turystów, wioska zachowała swojski klimat. Szczególnie widoczne na plaży i w domach lokalsów, którymi są po prostu sklepy. Z przodu wyłożony towar, z tyłu można zobaczyć łóżko, telewizor, ołtarzy, biurko i uczące się dziecko.
Mui Ne słynie również z kitesurfingu oraz windsurfingu.

Z przodu sklep, z tyłu dom

A to nasz hotel Canary. W ofercie był tym gorszym. Jednakże my się na niego zdecydowaliśmy, gdyż był bardzo dobrze położony. Wszędzie blisko. Zarówno do miejsc, które chcieliśmy zobaczyć jak i do miasteczka. Z tego co wiem znajomi mieszkali w Lotusie., nie byli zadowoleni. Nie chodzi o warunki, ale o lokalizację. Wszędzie daleko, przynajmniej kilka kilometrów. A my? My wyszliśmy sobie z hotelu i mieliśmy przed sobą restauracje i sklepy :) Nasz pokój był bardzo elegancki, duży, schludny. Jakieś dwa metry od basenu plaża :) i morze :)

Widok z pokoju


Opalanko na plazy przed hotelem

Takie oto straganiki mieliśmy na plaży przed hotelem. Panie siedzące na plaży oferowały bawełniane koszule, perły naturalne, kokoski i przepyszne jedzenie przygotowywane na miejscu. Niesamowite przeżycie.







Najlepsze owoce morza jakie jadłam w życiu. Małże zrobione przez panią Wietnamkę na plaży, za dosłownie parę złotych. Jeżeli ktoś miał życzenie mógł udać się na masaż np całego ciała, który kosztował około 12 złotych. A gdzie? oczywiście na plaży przed naszym hotelem. My skorzystaliśmy z masażu jeszcze w Sajgonie. Wspaniałe uczucie. Kwota śmiesznie niska.




To co warto zwiedzić w Mui Ne, to czerwone wydmy. Jedni powiedzą, ze to tylko piasek, ale wydmy naprawdę robią wrażenie. Czerwono-brązowy piasek, który formuje piękne fale na zboczu góry, wygląda jak Sahara. Za parę dongów można "wypożyć" od stojących na wydmach Wietnamczyków, kawałek linoleum na którym można zjechać z góry. Nasze się oczywiście od razu rozwaliło, a przynajmniej to Ursyncia :) Oczywiście na wydmy najlepiej się wybrać podczas wchodu słońca, ale nikt o tej godzinie nie wyciągnie mnie z łóżka :D
Po drugiej stronie wioski znajdują się białe wydmy. Niestety nie udało się nam ich zobaczyć. Oczywiście z lenistwa...





 A tu na kolacji na krokodylu z grila :) oczywiście ponownie street-food.

Do miasta jechaliśmy autobusem wraz z lokalsami, który w Europie nie miałby racji bytu. Po prostu nie przeszedłby przeglądu. Jechaliśmy starą, rozwalającą się bryką, z otwartymi drzwiami. Przeżycie niesamowite :D Nie doświadczycie czegoś takiego w Europie.
A to już innego dnia nasza kolejna kolacja. Tym razem zdecydowaliśmy się na strusia :D i jelenia





W drodze do miasta Phan Thiet


jedna z ulic Phan Thiet

Bazar w Phant Thiet

Jedna ze świątyń w Phant Thiet




W świątyni wieloryba

Ołtarz w świątyni


W Mui Ne warto zwiedzić również mini zoo. Nie jest moze tak imponujące jak nasze, ale ma kilka atrakcji do zaoferowania :) Krokodyle, papużki, węże i jazda na strusiu :D






I wodospad Wróżek. Jest to mały potok, pomiędzy kanionem a lasem. Potokiem najlepiej się idzie bez butów. Woda jest bardzo czysta, nie ma tam żadnych niebezpieczeństw. Momentami trzeba uważać na wystające kamienie, aby nie pokaleczyć nóg. Na samym końcu potoku (trzeba iść jakieś 15-20 minut) jest przepiękny wodospad. 







To i owo na temat Wietnamu
- Wietnam jest państwem komunistycznym. Jednakże nie oznacza to, że nie ma tam żadnych sklepów prywatnych. W państwie króluje kapitalizm. Oczywiście za przyzwoleniem panującej partii. Partia przymyka na to oko, dzięki temu nie ma chaosu w państwie. W Wietnamie jest mnóstwo sklepów, sklepików, restauracyjek, barów, hoteli, stoisk. Z zewnątrz nie różnią się od nas. Może poza porządkiem. 
- W Wietnamie nie ma czegoś takiego jak państwowa opieka medyczna. Z tego przywileju może skorzystać niewielki odsetek społeczności - tylko Ci zasłużeni dla partii.
- W Wietnamie nie ma państwowych szkół. Za szkolnictwo trzeba płacić i to całkiem sporo.
- Nie istnieje coś takiego jak emerytura, a przynajmniej nie dla normalnego społeczeństwa. Z tego przywileju może skorzystać tak jak w przypadku opieki medycznej niewielka ilość ludności. Oczywiście tylko Ci zasłużeni.
- Jeżeli płacić to najlepiej w wietnamskich dongach. Można również w dolarach, ale bardziej opłaca się miejscowa waluta.
- należy pamiętać, że w Wietnamie mamy duże nominały tak jak kiedyś w Polsce jeszcze przed dominacją. Dlatego trzeba bardzo uważać przy płaceniu oraz przede wszystkim przy otrzymywaniu reszty.
- Wietnam jest stosunkowo bezpiecznym państwem, jednakże tak jak wszędzie można spotkać złodziei. Telefon najlepiej mieć na smyczy. Czytałam, ze często zdarza się, że turysta chcąc zrobić zdjęcie wyciąga telefon przed siebie, tymczasem jadący na skuterze kierowca wyrywa telefon i odjeżdża. Mnie to na szczęście nie spotkało.
- Nie ignorujcie braku słońca. Można się nieziemsko spalić nawet jak jest za chmurami. Nie wierzyłam w to. Naprawdę. A przyjechałam spalona jak kurczak. Dobrze, ze opalam się na brązowo. Jakiś krem z filtrem choć niewielkim to konieczność przy zachmurzonej pogodzie.
- Sugeruję nie ignorować komarów nawet jeżeli ich nie ma, albo po prostu ich nie widać. Trzeba się koniecznie smarować specyfikami, szczególnie tam gdzie są drzewa np idąc strumykiem wróżek. Można się nabawić dengi, która może w pierwszym stadium nie jest śmiertelna, ale uwierzcie mi bardzo uciążliwa. Wiem co mówię. Na ciele powstają bardzo bolące krosty, szczególnie na nogach, swędzą nieziemsko, dodatkowo strasznie łuszczy się skóra. 

POPULARNY WPIS

KAC VEGAS W BANGKOKU