W Manchesterze spędzamy tylko jeden dzień. Przyjeżdżamy rano busem z Liverpoolu (National Express). Bilety Ursyn zarezerwował już wcześniej poprzez stronę internetową. Cena biletu w jedną stronę dla dorosłego to 2,5 funta. Jednakże nie zawsze jest ona stała. Ceny są różne w zależności od godziny autobusu.
Niektóre kosztują 2,5 funta, o innej godzinie już 6. Najlepiej wejść na stronę i sprawdzić. Dzięki google maps znajdujemy swój przystanek na którym oczekujemy na autobus. Trasa trwa około 1,5 h (w zależności od kursu).
Nie kupujemy biletu miejskiego, gdyż poruszamy się pieszo. Nie jest to duże miasto. Tak więc bez problemu nasze nogi dają radę.
Pierwsze miejsce do którego się kierujemy to Old Wellington. Jest to najstarszy budynek w mieście, bo wybudowany w 1552 roku. Zniszczony podczas bombardowań, został odrestaurowany. Aktualnie mieszczą się tu puby. Budynki obok są raczej stylizowane na stare, gdyż kiedy przechodzimy obok, widzę, że to nie drewno, tylko namalowane brązowe linie na elewacji. Mimo to, budyneczki wyglądają ładnie i klimatycznie.



Tuż obok znajduje się bardzo urokliwa uliczka, która akurat kiedy byliśmy, przyozdobiona została wielkimi, pomarańczowymi balonowymi dyniami. Tak się złożyło, że nasza wizyta była tuż przed 1 listopada.





Chcemy odwiedzić bibliotekę Chetham's Library. Jednakże w związku z tym, że musimy czekać na tour, postanawiamy zobaczyć dworzec Manchester Victoria. Z zewnątrz budynek wygląda jak starodawna kamienica z zegarem na szczycie. W środku za to został zupełnie zmodernizowany. Wchodzimy do środka i naszym oczom ukazuje się nowoczesny, szklany budynek, którego stara jest tylko frontowa część. To nie tylko dworzec kolejowy, ale również tramwajowy. Podobno w 2009 roku Victoria została uznana za najgorszą stację w UK. W późniejszych latach dworzec przeszedł zupełną modernizację.
Spotkałam się z opiniami, że dworzec jest brzydki, monstrualny, generalnie nic ciekawego. Ja mam zupełnie inne zdanie na ten temat. Podoba mi się to jak Anglicy połączyli nowoczesność i starość. Moim zdaniem jest jak najbardziej wart zobaczenia. W środku można na chwilę przycupnąć w lokalnych kawiarenkach. Wypić kawę i coś przekąsić.




Przed dworcem stoi rząd taksówek, których modele są charakterystyczne chyba tylko dla UK. Kojarzą mi się trochę z filmem Jaś Fasola. Starodawne, ale zarazem nowoczesne. I to mi się podoba u Brytyjczyków.

Tuż obok dworca mieści się Chetham's Library (ulica Long Millgate M3 1SB). I to jest miejsce, które trzeba OBOWIĄZKOWO obejrzeć będąc w Manchesterze. Jest to najstarsza darmowa, publiczna biblioteka w UK. Została założona w 1653 roku przez Humphreya Chethama. Chetham był bogatym kupcem, udzielającym się publicznie. Pewnego dnia postanowił zasponsorować edukację i utrzymanie dwudziestu chłopów.
W swojej ofercie, biblioteka ma aż ponad 100 tysięcy wolumenów drukowanych, w tym 60 tysięcy wydrukowanych przed 1851 rokiem. Na terenie obiektu znajduje się wiele cennych obrazów i fotografii.
Aby zwiedzić obiekt, trzeba wcześniej wejść na stronę internetową biblioteki i zamówić tour. Link bezpośrednio do zamawiania biletów tu. Cena dla dorosłego 6,5 funta. Nawet jeżeli zjawicie się przy punkcie informacyjnym przed wejściem, sympatyczny pan powie Wam, że zamówienie biletów tylko drogą internetową. Po zamówieniu touru, należy czekać przed szlabanem, koło budki z wcześniej wspomnianym sympatycznym panem. Po kompleksie oprowadzać nas będzie bardzo miły, starszy pan, który pracuje tu charytatywnie. Opowiada oczywiście po angielsku, jednakże jego akcent nie jest strasznie niezrozumiały jak większości Brytyjczyków.
Sam obiekt jest naprawdę bardzo klimatyczny i ładny. Zabudowania typowe dla Anglii. Czerwona cegła, niskie żywopłoty, iglaki. Najpierw wchodzimy do ciemnego korytarza. Chwilę się tam zatrzymujemy aby posłuchać co ma pan przewodnik do powiedzenia.

Później zostajemy skierowani do zamkniętego patio, otoczonego z każdej strony murami. W środku znajduje się ozdobna studnia. Uwielbiam takie ukryte miejsca.


Następnie kierujemy się na górę aby zwiedzić bibliotekę. Miejsce jest po prostu wspaniałe. Czuję się jak w bibliotece Hogwardu. Piękne, wysokie regały uginające się od książek, a pomiędzy nimi ustawione ławki do nauki. Szkoda tylko, że wszystko jest za siatką bądź za kratami. Jednak warto tu zajrzeć chociażby po to aby poczuć się jak słynnej bibliotece czarodziejów.





Wszystkie książki były kiedyś przytwierdzone łańcuchami. W jednej z sal, gdzie znajduje się olbrzymi zabytkowy stół, dalej możemy zobaczyć zbiory przymocowane w taki sposób.


W Manchesterze odwiedzamy jedno miejsce sakralne, którym jest oczywiście Katedra (ulica Victoria St, Manchester M3 1SX). Gotycka katedra służy również jako miejsce do wielu imprez i koncertów. Kiedy my byliśmy, część świątyni była zamknięta dla odwiedzających z powodu wcześniej zaplanowanego wydarzenia kulturalnego. Zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz katedra jest bardzo okazała. Piękne organy i witraże dodają majestatu. Olbrzymie, strzeliste łuki, ze znajdującymi się nad nimi oknami, przypominają mi świątynie z angielskich filmów kostiumowych. A flagi wystające z boku ścian, nie wiem czemu, ale kojarzą mi się z filmem Robin Hood Książe Złodziei (w roli głównej z Kevinem Costnerem).
Katedra jest niewątpliwie bardzo ładna. Myślę, że warto ją odwiedzić. Wstęp darmowy.



I kolejny must have wycieczki w do Manchesteru. Jest to najciekawsze miejsce jakie widziałam w tym mieście. The John Rylands Library (150 Deansgate), wchodząca w skład Uniwersytetu Manchester. Ale to nie jest zwykła biblioteka! Z zewnątrz wygląda dosyć niepozornie, ale wewnątrz to prawdziwa perła. W środku to mały Hogwart. Spokojnie mogłyby być tu kręcone sceny do filmów o Harry'm Potter'rze. Przyciemnione korytarze, piękne łuki, olbrzymie schody... No po prostu cud.
Biblioteka została założona przez Enriquetę Augustinę Rylands na cześć jej zmarłego męża. W tym miejscu mieszczą się jedne z największych zbiorów w całej Wielkiej Brytanii. I chyba również z cenniejszych, bo to tutaj możemy podziwiać min Biblię Gutenberga. Pani Rylands kolekcjonowała książki przez cale swoje życie. Biblioteka była zawsze otwarta dla czytelników z zewnątrz i tak też zostało do dziś. Budynek utrzymany jest w stylu neogotyckim, dlatego też może przypominać nam trochę kościół. Był kilkakrotnie rozbudowywany. Jednak w środku jest bardzo spójny - pomijam tą nową część.
Przy wejściu do "Wielkiej Sali" (nie nazywa się tak oczywiście, ale magia miejsca zadziałała), po prawej stronie leżą lusterka powiększające, dzięki którym można oglądać misterne zdobienia ścian i sufitu.

Zobaczcie. Czy korytarze nie przypominają Wam Hogwardu? Czuję się tak jakbym spieszyła się na lekcje z profesor McGonagall.
W bibliotece można robić zdjęcia, z wykluczeniem manuskryptów oznaczonych naklejką "no photo".
Na jednym z korytarzy można było przymierzyć starodawne czapki.
To tu zaraz przy wejściu leżą wcześniej wspomniane lusterka.
Hmm jakiego zaklęcia by się tu nauczyć???
Niczym Albus Dumbledore przemawiający ze swojej ambony...
Po zwiedzeniu "mini Hogwardu" uderzamy do People's History Museum (ulica New Ct St). Wejściówka oczywiście darmowa. Samo muzeum nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Jest tu wszystko i nic. W teorii muzeum miało pokazać ludzi pracy w Wielkiej Brytanii. Wystawy poświęcone demokracji, życiu w domu, pracy i rozrywce. Tak szczerze to gdybym miała zdecydować czy wybrać się tu drugi raz, na pewno bym tego nie zrobiła. Wychodzę i od razu zapominam o tym przybytku.

Wystawa olbrzymich gobelinów.
Trochę mi to przypomina nasze sklepy za komuny.
Całkiem ciekawym miejscem jest Muzeum Nauki i Przemysłu (Science and Industry Museum ulica Liverpool Road). Jak sama nazwa mówi, muzeum poświęcone jest nauce i przemysłowi, ze szczególnym uwzględnieniem osiągnięć miasta. Obiekt podzielony jest na pewne segmenty odpowiadające tematyce, którą porusza. Pierwsza część dotyczy nauki. Możemy trochę poeksperymentować ze swoim umysłem. W muzeum jest wiele zabaw logicznych. Możemy sprawdzić czy potrafimy np z różnych klocków ułożyć figurę na zdjęciu. Uwierzcie mi, że nie jest to proste!
Muzeum w swojej kolekcji posiada wiele silników min parowy, elektryczny, wodny. Tu możemy zobaczyć maszyny do tkania bawełny.
Obiekt ma duży potencjał, jednakże moim zdaniem nie został on do końca wykorzystany. Jest dużo wolnej przestrzeni do zagospodarowania. Ponadto część eksponatów nie działała.
Muzeum w swojej kolekcji posiada wiele silników min parowy, elektryczny, wodny. Tu możemy zobaczyć maszyny do tkania bawełny.
Obiekt ma duży potencjał, jednakże moim zdaniem nie został on do końca wykorzystany. Jest dużo wolnej przestrzeni do zagospodarowania. Ponadto część eksponatów nie działała.

Zaledwie jedną ręką można podnieść to auto do góry. Jak? Sprawdzicie jak sami go odwiedzicie.
Zupełnie niedaleko Muzeum nauki i przemysłu, znajdują się zabytkowe mury Mamucium. Jest to dawny rzymski fort znajdujący się okolicach Castlefield. Z fortu wiele niestety nie zostało, gdyż pod koniec XVIII wieku został częściowo zrównany z ziemią z powodu szybkiego rozwoju miasta. Pozostała brama, część muru oraz spichlerze, które dostępne są dla zwiedzających za darmo. Po przekroczeniu murów, naszym oczom ukazuje się całkiem przyjemny w odbiorze, niewielki pas zieleni. Na naszą uwagę zasługują bardzo ładne owieczki rzeźbione w kamieniu.
Czy tędy do Ministerstwa Magii??? Foto w kultowej, czerwonej budce musi być. Tak więc - checked ✅.
I trochę wiktoriańskiej architektury w drodze do Ratusza.
Niestety nie udało się zwiedzić Manchester Town Hall w środku, ponieważ akurat trwał remont. Jednakże z zewnątrz to również perła dla oczu. Ratusz jest po prostu olbrzymi. Zaprojektowany przez Alfreda Waterhous w stylu wiktoriańskiego gotyku. Ukończony w 1877 roku. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to wielka wieża zegarowa, która mierzy 85 metrów. Nad nią znajduje się dzwon zegarowy Great Abel.
Bardzo żałuję, że nie udało się wejść do środka. Podobno ratusz słynie z wielkich sal, które ozdobione są imponującymi malowidłami ściennymi. Do tego dochodzi całe mnóstwo posągów i rzeźb wpływowych mieszkańców miasta.
Tuż na przeciwko ratusza znajduje się pomnik ofiar poległych podczas I Wojny Światowej. W zasadzie to ten pomnik swoim stylem nawiązuje do fasady ratusza. Wygląda nawet jakby był jego nieodzowną częścią.
Niedaleko ratusza znajduje się bardzo ładna fontanna z tzw rzygaczami. Są to po prostu gargulce. Możecie spotkać się jeszcze z inną śmieszną nawą, np pluwacz i piwacz. Kamienne gargulce plują wodą z fontanny. No cóż, w nocy te mityczne stwory mogą przerażać. W dzień wyglądają niegroźnie. Zupełnie nie rozumiem czemu one znajdują się na budynkach. A już naprawdę niezrozumiałe jest dla mnie to, że umieszczane są często na kościołach katolickich. Min Notre-Dame ma na swojej fasadzie umieszczone te stwory. Gargulce często mają twarz ludzi. Tu widzimy akurat zwierzęce.
Jak każde duże miasto w UK, tak i Manchester, posiada dzielnicę chińską. Jednak i tu Chinatown nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Dzielnica wygląda jak każda inna. Jedyne co ją odróżnia, to piękna chińska altana w kolorze czerwonym oraz olbrzymia brama chińska, podobna do tej, którą widzieliśmy w Liverpoolu.
Manchesterskie Chinatown jest drugim co do wielkości Chinatown w Wielkiej Brytanii i trzecim w Europie. No nie, muszę powiedzieć, ze naprawdę spodziewałam się czegoś więcej. Zbyt mało bilbordów chiński, reklam, lamp i innych ozdób. Choć bardziej przypomina chińską dzielnicę niż ta w Liverpoolu.
Przynajmniej dzięki altance i bramie mogę choć trochę poczuć się jak w Chinach...
Brama ta została sprowadzona prosto z Chin. Był to podarunek Rady Miasta dla chińskiej społeczności mieszkającej w mieście Manchester. Oczywiście jest przepiękna.
I już ostatnia atrakcja w tym mieście - dzielnica LGBT, czyli Gay Village. Główną ulicą jest Canal Street, która ciągnie się wzdłuż kanału Rochdale. Wszystkie przybytki znajdujące się przy tej ulicy, to lokale dla osób LGBT. Kluby nocne i restauracje wypełnione są gejami i lesbijkami. Ulica bardzo spokojna, przynajmniej za dnia, pełna kolorowych murali z tęczą w tle.
Przy jednej z sąsiednich ulic (Princess Street), znalazło się zdjęcie mojego idola Freddie'go Mercury'ego!! Tak więc musiałam zaliczyć foto.
MANCHESTER NASZYMI OCZAMI
Jest to miasto zdecydowanie godne odwiedzenia i polecenia. Nowoczesność miesza się tu ze starością. Ale zrobione jest to ze smakiem, tak aby nie zaburzyć specyficznego klimatu miasta. Niestety musimy się spodziewać, ze wydamy tu więcej niż w Polsce. No, ale chyba Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam. Fajne jest to, że praktycznie wszystkie przybytki muzealne są darmowe. I tak tez powinno być w Polsce.
My byliśmy tu zaledwie jeden dzień, jednakże spokojnie można poświecić na to miasto przynajmniej trzy dni. Całą trasę opisaną powyżej przebyliśmy piechotą. Wszystkie miejsca znajdują się blisko siebie. Wszystkie miejsca opisywałam w takiej kolejności w jakiej je odwiedzaliśmy.
Pamiętajcie koniecznie o wzięciu ze sobą przejściówek do gniazdek. W UK używają zupełnie innych niż te nasze. Tak więc na pewno ich nie podłączycie. W niektórych hotelach mają samą wtyczkę pod którą można podłączyć kabel USB. Niestety z suszarką czy tez innym urządzeniem elektrycznym możecie mieć problem.




































































