Ramówka2

Ramówka2

Lista rozwijalna 1

niedziela, 31 marca 2019

W ODWIEDZINACH U GRECKICH BOGÓW - ATENY



Skąd pomysł na Ateny? Akurat trafiły się tanie bilety na luty, więc czemu nie skorzystać? Bilety kosztowały 136zł w dwie strony dla jednej osoby.
Lot trwał zaledwie 2,5h. Śledziliśmy pogodę przed wyjazdem, więc wiedzieliśmy, ze czeka nas lekki szok temperaturowy. No, może nie aż taki jak z Polski do Tajlandii, czy Wietnamu, ale też trzeba było się do niego przygotować. Tak więc na lotnisko ruszamy w zimowych płaszczach, zostawiamy je w samochodzie na parkingu i przerzucamy się na wiosenne ciuchy. Po przylocie, temperatura nas zabiła... 20 stopni, tymczasem w Polsce na minusie. W związku z tym, że lotnisko oddalone jest o 35 kilometrów od Aten, trzeba sobie zorganizować dojazd do hotelu. Ursyncio znalazł coś takiego jak get transfer. Działa to podobnie do naszego ubera, przy czym kierowcy zostawiają swoją cenę, więc masz możliwość wybrania tej najniższej. Kierowca zobowiązany jest czekać na lotnisku do godziny na swojego klienta. Jest to fajna opcja kiedy jedzie wiecej osób niż jedna czy dwie. My byliśmy we czwórkę, więc tak naprawdę cena rozłożyła się na cztery osoby. 

Wyczytałam, że z lotniska do Aten można dotrzeć metrem (to jest jednocześnie pociąg, skm piszę o tym poniżej), autobusem. Jeżeli chodzi o metro to jest to linia nr 3. Cena biletu nie jest taka sama jak na każdą inną linię. Oczywiście jest zdecydowanie wyższa, w związku tym, że jednak spora trasa do przejechania. Koszt biletu normalnego 10 euro. Wszędzie na stacjach dostępne są biletomaty, więc nie ma problemu z zakupieniem biletu. W związku z tym, że my przylatywaliśmy tak naprawdę na 2 dni, nie opłacało nam się kupować żadnego biletu miejskiego. Wszytskie zabytki, które opisuję poniżej można spokojnie zaliczyć pieszo. Są blisko siebie usytuowane. Jest opcja zakupienia biletu na 3 dni za 22 euro, który upoważnia na wszystkie przejazdy po mieście i na lotnisko. 
Hotel Apollonion (ulica 1 Leonidou) oczywiście zarezerwowany tak aby był tani, ale i dobrze zlokalizowany. Koszt od osoby za dobę około 45 złotych. Cała kwota jaką zapłaciliśmy za 4 osoby (jeden pokój), za dwie noce to 349zł. Ceny nie w sezonie jak widać, są zdecydowanie niższe. 
Obiekt mogę spokojnie polecić tym, co nie wymagają od hotelu dużo gwiazdek, ponieważ chcą znaleźć coś taniego na tani city break. Jedyne co może przeszkadzać, to usytuowanie. Miałam wrażenie, że trafiliśmy do dzielnicy wszystkich nacji. Azjaci, Hindusi, Turkowie i inne kraje muzułmańskie... Mi to nie przeszkadzało. Również nie czułam niebezpieczeństwa. Nikt nas nie zaczepiał, nikt do nas nie podchodził. Po prostu byliśmy zwykłymi turytami, w zwykłym europejskim kraju. 
Kolejność, którą prezentuje poniżej, nie jest przypadkowa. Tak wyglądała nasza trasa zwiedzania, więc myślę, że można nam zaufać i podążać podobnie jak my. 
Wojaże zaczynamy od zwiedzania punktu obowiązkowego, czyli Akropolu. Aby tam dotrzeć, trzeba się trochę wspiąć pod górę, co jest logiczne, bo gdzieżby indziej mogli mieszkać greccy bogowie jak nie na górze? Wspinaczka zajmuje nam jakieś 20 minut. Można się trochę zmęczyć. Idąc, podziwiamy przepiękne widoki miasta i... wszechobecne koty, których jest cała masa. Nie tylko dachowców, ale również tych z długą sierścią. 



Widok na Akropol z ulicy.



W kasie można zakupić bilet pojedyńczy jak i również combo na 7 zabytków. Kosz takiego biletu to 30 euro. Poniżej załączam zdjęcie jakie zabytki wchodzą w skład biletu i jaki ewentualnie jeszcze możemy zakupić.




Postanawiamy, wiec skorzystać z tej drugiej opcji. Mamy zaledwie dwa dni, jednakże spokojnie damy radę je obskoczyć. Tak więc zaczynamy wycieczkę. 

Po wyjściu z kas od razu go widzimy - Partenon. Przepiękna antyczna świątynia zbudowana z kamienia i marmuru, zbudowana około 500 roku p.n.e. Świątynia zbudowana na cześć Ateny, której imię posłużyło również za nazwę greckiej stolicy. Świątynia robi ogromne wrażenie. Olbrzymia budowla, z przepięknymi kolumnami, które podpierają dach, a właściwie to co z niego zostało. Podobno w środku znajdował się posąg Ateny zrobiony ze złota. Podobno świątynia służyła również za galerię sztuki i rzemiosła, gdyż Atena była nie tylko boginią mądrości i sprawiedliwości, ale również opiekunki sztuki i rzemiosła. Niestety budowla była wiele razy niszczona przez wojny i trzęsienia ziemi. W zależności pod czyim panowaniem były ziemie, w Partenonie znajdowała się cerkiew prawosławna, kościół rzymskokatolicki a nawet meczet. Niestety nie możemy wejść do środka budowli, co jest całkiem zrozumiałe, patrząc na to ile wieków stoi. Dróżki po których można chodzić wyznaczają słupki po bokach. Obiekt jest również mocno pilnowany przez pracowników, którzy zwracają uwagę jeżeli ktoś wejdzie na kamienie bądź przekroczy linie.
Już samo wejście zachęca. Przepiękne kolumny, z których niestety nie zostalo zbyt wiele.


Widok z Akropolu na miasto.









W skład Akropolu, poza Partenonem wchodzą jeszcze inne budowle. Jedną z nich jest świątynia Ateny Nike. Zastanawiałam się czy jest to jakaś inna bogini, czy jest to może "ta" właśnie Atena. Jeżeli tak, to czemu ją nazywają Ateną Nike? Zaczęło mnie to niezwykle nurtować. Przeszukałam sieć, i okazało się, że jest to ta sama bogini, przy czym była po prostu różnie nazywana, w zależności od umiejętności, których miała bardzo dużo. Potrafiła tkać (patronka hafciarek), wyszywać, wymyśliła podobno przyrządy używane w rolnictwie (w końcu była boginią mądrości), była patronką rodzin. no i oczywiście boginią zwycięstwa, jej rzymski odpowiednik, to Wiktoria. 

Rzuca się w oczy spora świątynia nazywana Erechtejon, poświęcona Posejdonowi i Atenie. Budynek jest w dużym stopniu odrestaurowany, co zresztą widać. Zachowały się za to przepiękne rzeźby, które pełnią również funkcje kolumn.







Tuż poniżej południowego stoku Akropolu znajduje się Teatr Dionizosa. Teatr jest niesamowicie stary - zresztą jak wszystkie zabytki Akropolu - zbudowany w VI wieku p.n.e. Swoje sztuki wystawiali tam min Sofokles i Eurypides. To na nim wzorowały się wszystkie późniejsze teatry greckie. 






U stóp Akropolu, już tuż po wyjściu z antycznego obiektu, stoją straganiki z pysznymi, dziwnymi słodkościami za parę euro. Niektóre są słodkie, inne słone, kolejne słodko-słone... Jest tego cała masa. Orzeszki, ryżowe specjały... Bardzo dobre. Spróbujcie.


Było zwiedzanie, to musi być i przerwa na kawę w greckiej restauracyjce. I tu muszę parę słów powiedzieć na temat kawy. Ona nie smakuje jak w Polsce. Jeszcze zależy gdzie się ją zakupi. Zwykle jest ona bardzo mocna, nawet jeżeli to latte, to mało w niej mleka. Taką Grecy piją na co dzień. Mocna i pobudzająca. Mi kawoszowi, za bardzo nie podchodziła, bo nie piję ją dla pobudzenia, tylko dla smaku.



Bilet combo obowiązywał również na Świątynię Zeusa. Niewiele zostało z niej, jednakże muszę powiedzieć, że pomimo to, jest bardzo piękna. Wspaniałe, ogromne kolumny, na pięknym tle Akropolu. Zresztą jest to podobno największa świątynia w Atenach poświęcona Zeusowi. Oczywiście, podobnie jak pozostałe zabytki Aten, zaczęto ją budować około VI wieku p.n.e. Wyczytałam, że miała ponad 108 kolumn! Nie chcę Was zanudzać czy to był styl koryncki, czy dorycki, bo raz, że się na tym nie znam, druga sprawa, że zapewne Was to nie interesuje. Jednakże ciekawostką jest to, że nie zniszczyły jej tylko trzęsienia ziemi i wojny. Świątynia była niszczona, ponieważ jej materiału używano do innych budowli. Bardzo szkoda, ale cóż zrobić. Wiele zamków w Polsce zostało zniszczonych, ponieważ cegły posłużyły do odbudowania zniszczonej po wojnie Warszawy (np zamek w Radzyniu Chełmińskim). Pomimo, że wiele z niej nie zostało, można sobie wyobrazić jak piękna i olbrzymia była kiedyś. A zdjęcia? Po prostu pocztówkowe. Zaznaczam, że wrzucam tak jak były zrobione - bez photoshopa. 



Widok ze świątyni Zeusa na Akropol. Oczywiście z Akropolu również widać świątynię. Robi tak samo duże wrażenie jak z dołu. 











A poniżej bardzo urokliwe, wąskie uliczki. 




Kolejny punkt to biblioteka Hadriana, która jest uważana za część Agory Rzymskiej, ponieważ kiedyś tworzyły jedną całość. Hadrian był cesarzem rzymskim, który rządził imperium rzymskim. Cesarz był zafascynowany kulturą grecką. Niestety wiele z biblioteki nie zostało. Widzimy kilka dużych ścian, nieopodal kilka kolumn i mnóstwo ruin. 






No i uderzamy do agory rzymskiej. Agora to nic innego jak po prostu rynek. A czemu rzymski? Ponieważ powstał za panowania rzymskiego. Do forum przylega biblioteka Hadriana oraz wieża wiatrów. Jeżeli chodzi o moją opinię, to nie ma tam zbyt wiele do oglądania. Wszystko widać zza ogrodzenia. Ale, że my mieliśmy wykupiony bilet na siedem zabytków, wchodzimy i tu. 




Drzewo oliwne na terenie agory. Można posiedzieć, pomyśleć... i zostać myślicielem :)





Kolejny punkt, to agora ateńska. Na terenie agory znajdowały się świątynie, biblioteki i innego rodzaju budynki użyteczności publicznej. Na jej terenie znajduje się Stoa Attalosa, czyli starożytny portyk. Ale przejdźmy dalej. Co to jest portyk? Nie jestem taka mądra. Po prostu sobie wcześniej wygooglowałam. Wy nie musicie już tego robić. A więc portyk, to nic innego jak część budynku na planie prostokąta z jednym rzędem lub kilkoma rzędami kolumn. Jest otwarta przynajmniej z jednej strony. Posiada jedną lub dwie kondygnacje. Często zdobione były różnymi malowidłami. Kiedyś było to miejsce handlu, aczkolwiek służyły również do odpoczynku. Ich główne zadanie była osłona przed słońcem. Poniżej portyk Stoa Attalosa. Ta budowla mnie bardzo zauroczyła właśnie przez te rzędy kolumn. 






I wszechobecne żółwie. W Atenach jest ich cała masa. 


Kolejna świątynia, która zrobiła na mnie duże wrażenie, to Hefajstejon czyli świątynia Hefajstosa i Ateny. Spotkałam się z określeniami jeszcze jak Thesejon lub Tezejon. To jest ta sama budowla. Nazwa Tezejon powstała od Tezeusza, który był synem Posejdona. Przy czym podobno świątynia była błędnie nazywana przez zdobienia, które ilustrowały czyny Tezeusza i Heraklesa. Zaraz po Akropolu, jest to najlepiej zachowana świątynia. Oczywiście nie można wchodzić do środka. 





I zupełnie przez przypadek trafiliśmy na pchli targ, który znajdował się zaraz za świątynią Hefajstosa. Można na nim było kupić przeróżną biżuterię, zarówno srebrną jak i miedzianą, skórzane torebki ( używane), figury, zegarki i wiele innych rzeczy. 



W Atenach jest bardzo dużo drzewek pomarańczowych. Trochę to nas oczarowało, bo dodaje takiego smaczku egzotyki. Bo gdzie w Polsce znajdziemy drzewka z pomarańczami? No nigdzie, bo taki mamy klimat... Te drzewka pomarańczowe rosną wszędzie. Na ulicy, w parku, na terenie zabytków. Zastanawiało nas czemu te pomarańcze wiszą cały czas na drzewach albo wręcz opadają z przegnicia? Czemu nikt ich nie zrywa? Ursyncio nie byłby sobą gdyby tego nie sprawdził. Zerwał z drzewa jedną z pomarańczy, Obrał i dał trochę szwagrowi do zjedzenia. Po czym usłyszeliśmy jazgot? Nawet nie wiem jak to ująć. Zamiast spróbować kawałek, Ursyncio pewnie włożył do buzi pół pomarańczy. Ten jazgot świadczył o tym, ze jest z nimi coś nie tak. A co? Okazało się, ze one są strasznie kwaśne! Jest to specjalna odmiana, która smakiem upodabnia się do cytryny. No i mamy rozwiązanie... 
Poniżej jedna z wąskich, urokliwych uliczek z pełnymi drzew pomarańczami :)


Zupełnie niedaleko Agory Ateńskiej znajduje się Keramejkos. Co to jest? Poza tym, ze jedna z dzielnic w Atenach, jest to również nekropolia. Znajdziemy tam olbrzymi teren, który pokryty jest grobami a właściwie tym co z nich zostało. Była to również osada garncarzy, kowali oraz malarzy. Na terenie obiektu znajduje się muzeum, w którym możemy obejrzeć przedmioty znalezione podczas wykopalisk. Na mnie nie zrobiło ono jakiegoś specjalnego wrażenia, poza widokami, no ale, skoro było w bilecie combo to idziemy zwiedzać.



No i oczywiście wszechobecne żółwie, o których pisałam już wcześniej. Jest ich naprawdę cała masa. 





Nie mogłam się oprzeć tej palmie i musiałam jej zrobic zdjęcie. Miała u mnie prywatną sesję zdjeciową :)


Ta wąska uliczka nas tak zachwyciła, że postanowiliśmy przysiąść na chwilę już na koniec dnia na kawę i coś słodkiego. Uliczki przypominają trochę te we Włoszech. Kaskadowo usytuowane, wprowadzają niezwykle ciepłą atmosferę. 







A tu widok na Akropol z wąskiej uliczki przy której piliśmy kawę. 


Jednym z miejsc i chyba nawet jedynym w którym się stołowaliśmy (poza sklepem spożywczym), to Bread Factory. Z tego co się zdążyłam zorientować, jest to sieciówka, więc niewykluczone, że w Waszej okolicy również będzie się znajdować. A co serwują? Przede wszystkim przepyszne i bardzo zdrowe kanapki. Z jasnym pieczywem, z ciemnym, z łosiem, bekonem, tuńczykiem, kurczakiem, jajkiem, serem pleśniowym... No cała masa. Nie sposób wszystkiego wymienić. Za olbrzymią kanapkę z kawą latte zapłaciłam zaledwie 5 euro. Jeżeli chcemy posmakować czegoś obfitszego aniżeli kanapka, proszę bardzo. Przejmy na prawo od wejścia i tam możemy sobie wybrać obiad w postaci np spaghetti, ziemiaki z jakimś mięsem, makaron. Ceny są zbliżone do tych z kanapkami. A może coś słodkiego? już na wejściu czekają na nas wszelkiego rodzaju bułeczki słodkie, ciasta, mufinki... Miejsce jest naprawdę bardzo fajne i bardzo niedrogie. 


Jeżeli ktoś będzie miał chęć to zapraszam do national garden. My akurat tylko przeszliśmy przez niego, ponieważ wybieraliśmy się z samego rana do lykejonu. A że nie mieliśmy zbyt wiele czasu, ponieważ jeszcze tego samego dnia wyjeżdżaliśmy, chcieliśmy zobaczyć wszystko to co sobie wcześniej zaplanowaliśmy. Jednakże z tego co zdążyłam zauważyć, park wygląda całkiem ciekawie. Oczywiście jest mnóstwo pomarańczy :) fontanna, ładnie zadrzewione. 





No i jest kolejny punkt z biletu combo. Lykeion, czyli szkoła założona przez Arystotelesa. Lykeion to nic innego jak liceum. Gdzieś przeczytałam czyjąś opinię, że trzeba użyć bardzo dużo wyobraźni aby zrozumieć to co pozostało. No cóż... niestety muszę się z tym zgodzić. Tam nie pozostało nic, poza jakimiś małymi fragmentami murów. Chyba najładniejszą rzeczą była kwitnąca wiśnia, przy której musiałam sobie zrobić zdjęcie...




No i jest to co Ursyncie lubią najbardziej, czyli Stadion Panatenajski. Stadion aktualnie funkcjonuje tylko jako zabytek, bądź symboliczne miejsce gdzie np rozpoczynają się bądź kończą igrzyska. Pierwsze nowożytne olimpijskie igrzyska odbyły się w 1896 roku własnie na tym stadionie. Jest to jedyny na świecie stadion zbudowany z marmuru. Stadion zbudowany w kształcie podkowy. Został całkowicie zrekonstruowany na igrzyska olimpijskie w 1896 roku. Na terenie stadionu znajduje się niewielkie muzeum, w którym możemy obejrzeć pochodnie olimpijskie oraz plakaty z olimpiad. Wejściówka na stadion 5 euro. 




No nie. Tego jeszcze nie było. Atena z męskim przyrodzeniem...



Tunel prowadzący do muzeum. 





Merc nie byłaby sobą gdyby nie zrobiła sobie zdjęcia przy plakacie z olimpiady, z okazji której Freddie Mercury (jej ulubiony artysta) nagrał piosenkę Barcelona, która stała się oficjalnym hymnem olimpiady w 1992 roku. Piosenka została nagrana w 1987 r. Niestety Freddie nie dożył olimpiady, zmarł w 24 listopada 1991 r. 




Widok na Akropol ze stadionu. 


Ten czas, który pozostał nam do wylotu, postanowiliśmy spędzić w porcie w mieście Pireus. Jak tam dotrzemy? Oczywiście pociągiem, który jest jednocześnie metrem i skmką. Wysiadamy na przepięknym, starym dworcu, który bardzo kojarzy mi się z Harry'm Potter'em. Na terenie dworca znajduje się sympatyczna knajpka, w której można wypić dobrą kawę i zjeść bułkę.




No i jesteśmy w porcie. Postanowiliśmy się przejść wzdłuż portu. Pogoda była piękna, akurat na podziwianie statków.  


Statek, który mieści nie tylko ludzi, ale i samochody. Takie statki pływają również z naszych polskich portów min do krajów skandynawskich. Fajna wycieczka. Można o niej kiedyś pomyśleć :)









To i owo na temat Aten
Jeszcze na koniec chciałabym wspomnieć o ogólnych wrażeniach z Aten. Zabytki są przepiękne. Można poczuć klimat starożytnej Grecji. Przypomnieć sobie filmy o mitycznych herosach. Dwa dni, a właściwie 1,5 mieliśmy na zwiedzanie, to mało. Gdybym mogła, zostałabym przynajmniej jeszcze dwa. Jednakże najważniejsze miejsca spokojnie przez weekend zdążymy zobaczyć. Pogoda, jak już wcześniej pisałam, była przepiękna. Musimy się zawsze nastawić na to, że jednak te kilkanaście stopni będzie więcej niż u nas. Jednakże samo miasto nie zrobiło na mnie aż tak dobrego wrażenia. Zapomnijcie o białych ładnych domkach, z niebieskimi dachami (które zresztą są podobno charakterystyczne tylko dla jednej z wysp, reszta to chwyt pod turystów). To co zobaczyłam, to olbrzymi misz masz kulturowy (oczywiście nie przeszkadzają mi inne nacje), który miałam wrażenie, że nie pracuje, tylko obija się przy starych kamienicach. Chodząc po mieście czuliśmy się bezpiecznie. Nikt nas nie zaczepiał. Nikt nie nagabywał. Zaskoczyło mnie bardzo negatywnie miasto, a właściwie jego wygląd. Wszystko strasznie zaniedbane. Budynki obdrapane, wymazane malunkami. Okna powybijane. Sieciówki takie jak H&M czy też Bershka zakratowane okna - chodziliśmy w niedzielę, więc wszystko było pozamykane. Rolety antywłamaniowe w witrynach sklepowych, które oczywiście są już pomazane. Dziurawe, stare chodniki. Mnóstwo bezdomnych leżących w centrum miasta przy sieciowych sklepach. Poniżej załączam zdjęcia, które zrobiłam podczas wycieczki. Nie chcę absolutnie nikogo zniechęcać do Aten. Chcę po prostu w subiektywny sposób pokazać to co widziałam. 








Jeżeli chodzi o ceny w sklepach, to sa podobne jak te w Polsce.  Poniżej prezentuję ceny niektórych produktów. I tak już na koniec. Co przywieść z Aten? Można te pyszności dziwne zakupione u stup Akropolu, o których pisałam wcześniej, można piękne magnesy wzorowane na starożytne, mydełka z lawendy, oliwek, bądź inne naturalne kosmetyki.




POPULARNY WPIS

KAC VEGAS W BANGKOKU