Post trochę zagubiony (i nie jedyny), bo na Sri Lance byliśmy w tamtym roku w wakacje jeszcze przed lock down. Jednak musiałam go opublikować ponieważ brakowało mi podsumowania tej wycieczki. Tak wiec poniżej zamieszczam garść cennych informacji na temat wyspy. Być może uda się Wam odwiedzić ten piękny kraj, tym bardziej, że coraz więcej osób w Polsce jest już zaszczepionych. Pod koniec stycznia 2021 roku, będąc na Sri Lance, obserwowaliśmy z lekkim niepokojem doniesienia na temat covid 19. Wtedy na wyspie było kilka potwierdzonych zachorowań.
W Polsce - żadnych oficjalnie potwierdzonych. Ale żeby nie psuć Wam tego posta, zakończę już ten temat i przejdę do przyjemniejszych rzeczy jakimi jest rajskie życie na rajskiej wyspie...NAZWA KRAJU - TO W KOŃCU SRI LANKA CZY CEJLON?
Zacznę od nazwy kraju, ponieważ sama do pewnego momentu byłam lekko skonfundowana. Nazwa Sri Lanka ujrzała światło dzienne dopiero w 1972 roku. Wcześniej kraj nazywał się Cejlon. Tak tak. Dobrze gdzieś tam w głowie dzwoni. Znamy ją pod postacią herbaty cejlońskiej (wiecie więc już skąd się wywodzi). Tłumaczeń słów Sri Lanka jest wiele. Najczęściej podawane to takie, że oznacza łzę Indii, co jest dosyć jednoznaczne przez wzgląd na jej bliskie położenie oraz kształt wyspy, który przypomina łzę. Nazwa Cejlon obowiązywała do czasku kiedy państwo było kolonią brytyjską, a powstała jeszcze wcześniej za czasów panowania Portugalczyków. W wielu nazwach dalej funkcjonuje wcześniejsza nazwa (szczególnie w dużych korporacjach lankijskich). Wielu ludzi na świecie również posługuje się pierworodnym nazewnictwem. Jednak władze kraju naciskają na stosowanie nowej nazwy, która ma również umocowanie historyczne.
STOLICĄ NIE JEST COLOMBO?...
Już w internecie jest wiele nieścisłości na temat stolicy kraju. Najczęściej podają, ze stolicą jest Colombo. Co jest nieprawdą, ponieważ tą oficjalną jest Sri Dźajawardanapura Kotte. To tu znajduje się parlament, choć większość instytucji państwowych mieści się w Colombo, a tak naprawdę Sri Dźajawardanapura Kotte to przedmieścia tego drugiego. O co tu chodzi? Chyba nawet sami mieszkańcy dokładnie tego nie wiedzą. Pytamy o to naszego gospodarza - twierdzi, ze Sri Dźajawardanapura Kotte. Pytamy jednego z naszych kierowców - twierdzi, ze ta druga. Zwariować można. Z tego co się rozeznałam, Kotte dawno temu było już stolicą. Zmiana ponownie nastąpiła w 1977 roku. A że miasta są położone blisko siebie, to ludzie chyba nie do końca wiedzą co się u nich dzieje...
BEZPIECZEŃSTWO
Niewielu z nas wie, albo pamięta, że Sri Lanka do 2009 roku była w stanie domowej wojny. A w roku 2019 roku, nastąpiła seria zamachów bombowych na luksusowe hotele i kościoły. Podano, ze zabitych było ponad 200 osób, a rannych około 450. Zamachy w kościołach katolickich miały miejsce w trakcie odbywania wielkanocnej mszy, dokonane przez islamskich terrorystów. Do momentu naszego wyjazdu, strona polskiego ministerstwa odradzała podróżowanie na Sri Lankę. Po tym incydencie bilety bardzo staniały. I w sumie nie ma w tym nic dziwnego. Teraz wyjazdy na Sri Lankę odradzane są raczej z powodu covid... Zadziwiające jak to się sytuacja może zmienić zaledwie w ciągu paru miesięcy...
Pomimo tego, zdecydowaliśmy się na wyjazd. Jednak muszę powiedzieć, że czułam się tu dosyć bezpiecznie. A przynajmniej bezpieczniej niż w Indiach. W prawdzie i tu mężczyźni przyglądali się nam ze szczególną wnikliwością, ale nie była ona tak bezczelna jak w Indiach. Chodząc po mieście nie czuliśmy natarczywego kontaktu ani wzrokowego ani fizycznego. A muszę dodać, że nie spacerowaliśmy kurortowymi ulicami. Bo jak poznać kulturę innych ludzi jak nie poprzez obserwowanie ich codziennego życia? Oczywiście do wszystkiego trzeba podchodzić zdroworozsądkowo. Nie włóczyliśmy się ciemnymi uliczkami. Nie pokazywałam wszem i wobec swojego telefonu. Raczej starałam się go dyskretnie wyjmować. Podobnie było z robieniem zdjęć. Nikogo nie prowokowaliśmy. Ja również nie uśmiechałam się do przypadkowo spotkanych mężczyzn aby ich nie zachęcać. Tam gdzie trzeba się okryć, czyli w przybytkach świątynnych muzułmańskich - robiliśmy to, bo to nie tylko nie jest prowokacja, ale zachowanie szacunku dla innych religii.
Niestety jak w każdym kraju, szczególnie tym azjatyckim, zdarzają się naciągania i oszustwa. My również padliśmy ofiarą takiego haniebnego występku, choć trzeba przyznać, że nasz oprawca musiał się trochę wysilić. Wsiedliśmy do autobusu na dworcu PKS. Oczekując na innych pasażerów, zauważyliśmy, ze podchodzi do nas mężczyzna, który następnie zapytał czy mamy kupione już bilety. Oczywiście nie mieliśmy, ponieważ bilety trzeba nabyć u pana, który chodzi po autobusie przez całą jego trasę. Pan przedstawił się jako inkasent i pobrał od nas pieniądze. Niestety nie mieliśmy równej kwoty, a że nie miał wydać, to stwierdził, ze za chwilę wróci do nas z resztą. No i nigdy nie wrócił... Jak autobus ruszył podszedł do nas kolejny "inkasent", z olbrzymim pęczkiem gotówki wcześniej zebranym od innych pasażerów, który zażądał kolejnej zapłaty. Wniosek z historii jest jeden. Ufaj tylko temu "inkasentowi", który trzyma w ręce pęk pieniędzy... A bilet? Nie ważne czy kontroler fałszywy czy nie, biletu i tak nie otrzymasz... bo nie jesteś lokalsem... Ale nie ma czego żałować. Kwota nie była duża, właściwie to raczej drobna, więc po prostu obróciliśmy to w żart.
POCIĄGI I AUTOBUSY
Pociągi nie są aż tak ekstremalne jak w Indiach, ale warto się nimi przejechać. Cofamy się trochę lat wstecz w Polsce. Suniemy po torach z otwartymi drzwiami (UE miałaby tu co robić...). Po drodze podziwiamy wspaniałe widoki. Możemy się poprzyglądać innym pasażerom, którzy są równie ciekawscy jak Ci spotkani na ulicy. Biała twarz zawsze stwarza kontrowersje...
Ale to co jest najbardziej warte uwagi to autobusy. Tak tak. I to jest absolutny must have, który trzeba zaliczyć będąc na Sri Lance. Są przepięknie wymalowane. Niezwykle kolorowe i niezwykle szybkie! W środku cały sufit pomalowany jest zwykle w przeróżne kolorowe wzory. Podczas jazdy muzyka gra na cały regulator. Wszystkie okna oraz drzwi są otwarte. Kupa ludzi w autobusie, która nie miała prawa się tam zmieścić. Inkasent z ogromnym pęczkiem kasy przeciskający się przynajmniej z dwadzieścia razy w trakcie jazdy. A jakby tego było mało, kierowca jedzie z maksymalną prędkością na liczniku (czyli wcale nie małą), rozmawia przy tym przez telefon oraz z innymi pasażerami. Jest najszybszym pojazdem na ulicy. Wyprzedza nawet najnowsze samochody. Idąc poboczem, kiedy zauważyliśmy z dala jadący autobus, uciekaliśmy kilka metrów dalej z obawą przed tym szybkim potworem. Zatrzymanie na przystanku często graniczy z cudem. Po prostu trochę zwalnia a Ty musisz szybko wybiec z autobusu. Jak? Przekonaj się sam jadąc na Sri Lankę...
SARI i KOBIETY
Podobnie jak w Indiach i tu kobiety chodzą głownie w sari. I są tak samo kolorowe. Ale zdarzają się również takie, które noszą się typowo po europejsku, czyli spodnie, spódniczka, zwykła bluzka. Oczywiście rewii mody niczym w Mediolanie czy Paryżu raczej tu nie uświadczycie, ale mam nieodparte wrażenie, że tych ubierających się po europejsku jest zdecydowanie więcej aniżeli w Indiach. Poza białymi zębami mężczyzn o których gdzieś już wspominałam, u kobiet rzuciły mi się w oczy przepiękne, długie i zdrowe włosy. Są niezwykle świecące i czarne jak smoła. Nie wiem jak one to robią, ale zapewne nie jedna Europejka im tego może pozazdrościć.
Spostrzeżeń co do lankijskich kobiet mam całkiem sporo. Zauważyłam np, że w większości biznesów pracują mężczyźni, choć zdarzało się, że można było spotkać również płeć piękną. A na pewno częściej niż u ich indyjskiej siostry, bo tam cały rynek zdominowany był przez mężczyzn. Najczęściej spotykamy panie pracujące w restauracjach i sklepach.
Warto również wspomnieć o lankijskiej uprzejmości albowiem mieszkające tam panie są bardzo pogodne. Przechodząc ulicą, praktycznie każda mijana kobieta patrzy się prosto w oczy uśmiechając się przy tym szeroko. Choć myślę, że to jest zabieg stosowany tylko do kobiet, ponieważ uśmiech w stosunku do mężczyzny może zostać uznany za dwuznaczny. A trzeba przyznać, że kobiety w tej części świata są bardzo powściągliwe w kontaktach damkso-męskich.
JEDZENIE
Niektórzy zachwycają się jedzeniem na Sri Lance, jednak ja uważam, że jest to kuchnia mało urozmaicona i trochę mało aromatyczna. Główne potrawy, które jedzą Lankijczycy to ryż znany pod postacią dania rice and curry (co to dokładnie jest napiszę później). Nawet nasz gospodarz, kiedy go pytamy co jedzą najczęściej, odpowiada - rice and curry. Twierdzi, że jedzą to na okrągło. Na szczęście jego mama, która serwowała nam śniadania, starała się trochę je urozmaicać. Dzięki temu nie jedliśmy każdego dnia tego samego. Potraw było w sumie pięć. Jedna na każdy dzień. Kiedy dotarliśmy w piątym dniu do ostatniej potrawy, wracaliśmy kolejnego poranka do pierwszego dania. Niestety nie mieliśmy okazji spróbować innych popisów kulinarnych gospodyni, gdyż jej syn nie chciał aby jego mama się za bardzo przepracowywała, tym bardziej, że osiągnęła już podeszły wiek a na swojej głowie miała cały hotelik.
Lankijczycy jedzą przeważnie w domach. Ci co siedzą w restauracjach czy barach, zwykle są turystami. Aby skosztować typowo lankijskiej kuchni, która nie jest pod turystę, najlepiej oczywiście skorzystać z umiejętności naszych gospodarzy. A jeżeli nie możecie tak jak my jeść innych posiłków niż śniadania w swoim lokum, polecam korzystanie z barów, które nie przypominają standardami tych europejskich. Właściwie to przechodząc w Europie koło takiego miejsca, powiedzielibyście, że jest to speluna. Jedzenie jest tam najbardziej prawdziwe.
Jedzenie lankijskie nie jest też jakoś mocno kontrowersyjne. Nie mam tam żadnych larw, robaków czy też gadów jak to w innych krajach azjatyckich. Więc bez żadnych obaw, tradycyjny żołądek powinien nie mieć problemów z przełamaniem się.
Hoppers
RICE AND CURRY
Noodle
Naleśniki z kurkumą
Roti
Kottu (znane również jako kottu roti)
Samosy
Lody
Kokos (zielony i żółty)
Ryby
Rekin
Owoce
Śniadania
Ceny - restauracje
Cenny - sklepy
CO PRZYWIEŹĆ ZE SOBĄ ZE SRI LANKI
- produkty naturalne z Raju Herbal& Spice Garden - są to fajne produkty jednak bardzo drogie. Można wybrać kilka tańszych, jednak nie ma tam ich zbyt wiele. Dla przykładu pasta wybielająca kosztuje 20 zł, krem z róży i jaśminu 30 zł, krem przeciwzmarszczkowy 75 zł. Z ciekawszych rzeczy jest jeszcze krem do golenia, a właściwie pasta, którą pozostawia się przez jakiś czas na skórze i po kilku chwilach pozbywamy się włosów. Polecam spróbować pasty wybielającej. Podobno słynie z niej cała Sri Lanka. Zauważcie zresztą, ze wszyscy Lankijczycy mają bardzo białe zęby. Czy to za sprawą tej pasty? Ciężko powiedzieć. Jednak na wielu blogach bardzo często o niej wspominają. Ja również zakupiłam sobie kilka tubek, jednak muszę przyznać, że nie zauważyłam u siebie zmiany. W sklepie można zaopatrzyć się również w różne przyprawy jednak wydaje mi się, że taniej będzie jednak na bazarze bądź w markecie.
- przyprawy - polecam szczególnie najróżniejsze rodzaje chilii od małych płatków, po proszek. Dla nas jest to po prostu chili. Dla nich jest to cała masa różnych przypraw, o różnej barwie i ostrości. Do domu przywiozłam kilka rodzajów. Polecam szczególnie te w płatkach. Są bardzo ostre. Nie bójcie się kupować je w sklepach spożywczych, ponieważ nie oznacza to, ze są gorsze niż te na bazarze. Na pewno są tańsze, gdyż w marketach cena jest taka sama dla turysty i dla lokalsa. Tymczasem na straganach, ile wytargujesz za tyle kupisz.
- Torebki - co jeszcze przywieźć? Piękne, skórzane torebki. W różnych wzorach, wielkościach i kolorach. Sporo jest tych barwionych na brązowo i camelowo. Torebki są zupełnie inne niż te, które kupimy w Europie. Trochę mam wrażenie, że bardziej surowe, niewymuskane. Widać, że nie wyszły z pod maszyny, ani z wielkiej fabryki. Skóra sprawia wrażenie sztywniejszej. Nie chodzi mi o to, że są tandetne czy też źle wykonane. Są po prostu inne. Ceny kształtują się różnie. Oczywiście jesteśmy w Azji, więc trzeba się obowiązkowo targować. Za małą torebkę możecie zapłacić 40 zł ale także 150 zł. Na pewno mogę powiedzieć, że ceny po wytargowaniu są zdecydowanie niższe niż te w Europie. Opłaca się przywieźć choć jedną. Za mniej niż sto złotych możecie przywieźć bardzo ładną, dużą torbę.
- inne wyroby skórzane - jeżeli macie przestrzeń w bagażu, albo macie życzenie zapłacić za wysyłkę do Polski, możecie przywieźć nie tylko skórzaną torbę, ale również skórzane pufy do mieszkania, skórzane dywany, walizki, nesesery, portfele. Niestety nie pytałam ile kosztują, jednak patrząc po cenie torebek, na pewno mniej niż u nas w kraju.
- rękodzieło - Na Sri Lance można znaleźć naprawdę bardzo dużo rękodzieła. Zaczynając od torebek, które opisałam powyżej, poprzez portfele, wyroby ala skórzane np nakrycia na fotele, pufy, rzeźby, maski czy też figurki. Jest tego cała masa.

- Biżuteria - dużo biżuterii robi się tu ze skóry. Cienkie rzemyki, bądź plecione to codzienność na Sri Lance. Lubię ręcznie wytwarzane ozdoby, ale nic mi nie przypadło do gustu. No ale zależy kto co lubi. Ale na pewno pisząc słowo biżuteria, nie mam tu na myśli srebra i złota. Wytwarza się tu głównie skórzaną, plecioną albo z koralików.


- herbata - i tu lekkie zaskoczenie mnie spotkało, ponieważ okazało się, że herbata Dilmah oraz Battler, pochodzą ze Sri Lanki. Firma Dilmah została założona w 1988 roku przez Merrill J Fernando. Nazwa pochodzi od imion jego dwóch synów Dilhan i Malik. Po połączeniu tych dwóch imion powstała nazwa Dilmah. Aktualnie herbatę możemy zakupić w ponad stu krajach świata. W tym oczywiście jak wszyscy zapewne wiecie, również w Polsce. Podobnie jest z herbatą Battler, którą ostatnio kupiłam w Biedronce. W prawdzie była to dosyć ekskluzywna kolekcja, oczywiście w równie relatywnie wyższej cenie w stosunku do normalnych herbat, ale nie zmienia to faktu, że jest powszechnie dostępna. Można ją również zakupić w internecie. Koszt jej kształtuje się za 100 gram od 11 do nawet kilkudziesięciu złotych w zależności od rodzaju. Pomimo, że obydwie herbaty można zakupić u nas w kraju, proponuję spróbować tych z Cejlonu. W przypadku Battler może nie zauważyłam aż tak dużej różnicy, ale już Dilmah smakował zupełnie inaczej niż ten w Polsce. Przede wszystkim jest bardzo drobna (mówię o tej popularnej w Polsce w zielonym opakowaniu). Pod względem cen są sporo tańsze niż w Polsce. Poniżej umieszczam zdjęcie wraz z ceną. Całkiem dobrą herbatą jest Steuarts tea. Zresztą herbat jest cała masa. Najtańsze są w marketach ponieważ tam nie można negocjować cen. Jest taka sama dla lokalnych mieszkańców jak i dla turystów.Aha i proponuję kupować nie w torebkach tylko sypaną.


- pain killersy - nazwałam je tak, ponieważ tak je nazwała pani sprzedawczyni. Podobno mają uśmierzać ból. Co to jest? A no właśnie. Co dokładnie to nie mam pojęcia. Wyglądają jak małe drewienka z jakiejś rośliny. Kupiłam z ciekawości w sklepie z poniższego zdjęcia. Do dziś ich nie używałam. Czekają na odpowiednią chwilę... Widać je na drugim zdjęciu po prawej stronie...

























































